Tatiana Tausendfüßler

 

 

Wiersze

 

Nie każda jest bolszewiczką, nie każdy but jest brany na miarę

Mówią, że

W jednym z domów aukcyjnych naszego miasta,

Sprzedano używaną pieluszkę

Domniemywanego księcia Hamleta

Za tak horrendalną kwotę, że

Z należnego podatku od tego przychodu

Można by obetrzeć tyłki

Wszystkich pariasów tego świata.

 

Żyjąca w bieli

Radzi sobie albo bieduje,

Uprawia konkret na samej sobie,

Straszy zaś tych wszystkich, którym

Ciągle mało albo ręka nie sięga

Do klamki pamięci. —

Blok wyobraźni nie wzrusza jej wcale,

Kiedy brakuje jej nocy na gorycz:

Ach, jakże smutne są strychy bezwstydu!

 

To, co nam inni obiecują zamiast

Potrafi tylko morze albo pamięć o nim —

Gdy nicość w nie sika lub tarza się w fali.

O, jakże wielkie jest nieba podudzie,

Gdy sama jeno jestem skromną jego kostką,

Otwartą z boku po skoku poza nie.

 

Zakonspirowany urok wybroczyn

Gdzie strzelają, tam najbardziej cierpi trawa.

Gdzie śpiewa ogień, tam głusi uchodzą za otyłych.

Gdzie jestem ja, ja jako ja, którą śnię ukradkiem,

Tam dym zdumienia zieleni się na wargach:

Czyż życie nie jest głosem skradzionym już w gardle?

 

Ten obojczyk bowiem jest nie do ruszenia

Straszna kobieta w zdaniu podrzędnie złożonym,

Która robi najpierw za przydawkę urzeczowioną, by

Potem stać się dopełnieniem tego samego zdania,

W jakim pyta, albo lepiej: jest rozpytywana —

Czemu jej straszliwość jest tak uprzedmiotowiona.

 

Ja, która byłam, zawsze tutaj będę…

Kipiała gniewem, kobiecym zwyczajem,

Piszcząc lub płacząc, tracąc lub zyskując,

Zawsze była tą babą, która śni lub marzy,

Budzi się wcześnie, zasypia zbyt późno,

I nikt jej nie wierzy, że jej istnienie

Bierze się z nikąd lub ginie pochopnie.

 

Stojąca przed lustrem

W zapomnianych kręgach goryczy

Zuchwalstwo jest lekiem na przesadę.

Wiem. Potrafię to zrozumieć. Lecz

Nie doceniam wkładu twych błędów

W coś tak prostego jak nóż lub rzemienie.

 

Wytrzebione dalekomierze

(pod błysk)

Kiedy w twarz mnie bije

Księżyca pysk.

Berlin, 1 września 1969

 

Domniemywana baba z grubsza

Ta rzeka mrówek ciągnących ku oku

Albo to oko, ku któremu mrówki

Podążają lubieżnie, z dziką zawziętością,

Czemu nie rzuca mnie na kolana,

Gdy świat o to wciąż uprasza mnie,

Która jestem jego tak występną krostą?

 

Beztroskie życie

Pośród olbrzymów siedzących w zaroślach

Czerpiących życie z ukradka, bez barwy,

Tworzy się przepaść albo nawet otchłań:

Któż bowiem zważa na to, co kryją ich nozdrza?

Najbardziej załgana prawda, epoki

Śledzia w mundurku, gdy chodzi o zwłoki.

Berlin, 2 września 1966

 

Uroki zepsucia

Nikt, kto rozumem operuje we śnie

Albo przetwarza obraz lub tylko go budzi,

Nie będzie w stanie odpowiadać słowem

Na to co widzę, gdy lepiej jest…

 

Patrząc katastroficznie

Gdy przyjdą komuniści ze swoimi czarującymi uśmiechami

I jeszcze bardziej rozweselającą bronią maszynową,

Nie będą już jednak w stanie niczego mi odebrać,

Nawet życia, bo w nim już od dawna zagubiłam się sama,

Ich strzał zatem mocno postawi mnie na nogi.

 

Samo przez się obnażone oka mgnienie

Wieczorem czy też rankiem, w południe względnie w nocy,

Kiedy nachodzi mnie smutek wesoły jak rózga,

Wiem, że to ten gniew, czysta złość, sama wściekłość

Kipiące we mnie, wkręcone w tryby czasu lub epoki,

Uchodzą za coś, z czego słynie moje plemię.

 

Krążąc dookoła uschniętego drzewa

Wątpię, czy uda mi się kiedykolwiek

Przekonać zebrane, że jestem taka jak wszystkie,

I tylko mała rana oddziela mnie od ich obłędu,

Tak mała, że staję się przy niej niewidzialna,

Acz głos mój słychać, i to równo z wiosną.

 

 

Jak przyjdziesz, opowiem Ci niesamowitą historię o plemnikach

Krany. Zlewy. Spłuczki.

Zepsute wyciory. Głębie i odkrywki.

Chodzące po głowie weszki nie–po–znaki.

To wszystko, co zadziwia albo wręcz odstręcza,

Myszom osłupienia wydaje się błahe,

Lecz dla mnie daleko do cudu przed wzejściem.

Anioł na słupie niby grom

(Znane ze słyszenia)

W głównym korytku naszego miasta

Miliony człowiekowatych

Nie wiedzących, co z sobą zrobić w tę noc,

Wystrzeli, aby ponownie złożyć

Ofiarę z ludzi,

Lecz czemu nie — z człowieka?

Berlin, grudzień 1991

 

 

Zmrok przychodzi nie pytając o radę

Tam, gdzie ich nie ma, widzimy zagadki,

Skrytych krasnali smętnego istnienia. —

Gdzie zaś nam bycie obnaża swe sutki,

Tam się do garnka przylepia nam trema:

Że z własnych palców czynimy widziadła.

 

 

Któż zdoła przeniknąć obojętność trzewi?

Wieczny ogień pamięci

Czy wstydliwość (bezruch)

Naszych krewnych?!!

Berlin, 25 grudnia 1981

 

Z przeniesienia

(Z pokładu na pokład)

W rowie

Zrównania dnia i głodu

Śmierć bywa jedyną pocieszycielką,

Lecz nie oczekuję bynajmniej od niej

Jakiejś zimy, być może wyłącznie

(Zaledwie)

Siarczystego (bez przesady) całusa

Pocieszenia.

Berlin, 3 marca 1934

 

 

 

Niekiedy pamięć popada w osobliwe zawirowania

W dzikich zaroślach życia

Po raz pierwszy ujrzałam śmierć bez parasola. —

Bujała się na torach i zwyczajnie, by

Nie powiedzieć: pospolicie, śmiała mi się w oczy.

 

Nadobna metamorfoza

Chcieli mnie zgnieść

I miałam zginąć

Cała

Pod znormalizowaną butą ich buta,

Lecz przeciąg uchylił mi drzwi —

Uleciałam,

Acz jako motyl nie byłam mniej

Niebezpieczna.

 

Nie nazywana, nie nazywająca

(Posoka chwili)

Gdziekolwiek nie spojrzę, widzę tylko spięcia,

Ich konkret bowiem bardziej jest bolesny

Niźli tych oczu tkniętych urodą mych piąstek

Pod koniec tygodnia, gdy kuszą Bogowie

Niebytem lub byciem w niebyciu —

Na jedno wychodzi, co z tronem jest zgodne.

 

Ta ona

Czyli

Korzenie przeznaczenia

To nie ze mnie są te schody,

Lecz ślepa wiara w ich istnienie. —

Stopień za stopniem wlokąc się do góry

Lub zlatując z nich nagle na złamanie i rany,

Boję się zapytać, czy droga jest słuszna,

Ta, którą idę, choć nie jestem na niej.

 

Cyckiem i sromem

Jest dla mnie to,

Co dla innych domem.

Berlin, 16 lutego 1949

 

MIŁOSNE WYZNANIE O ZMIERZCHU

 

To nie ja, krwawię, lecz ty… mój wieprzu.

dla Leszka Przyjemskiego

 

 

PENELOPA NA GAZIE CZY?

 

Amunicja do pukawek

Śpi lubieżnie wśród truskawek!

1995

 

Przełożył Andrzej Pańta

KONTAKT
jakub@boehme.pl