Georg Wilhelm Friedrich Hegel

Wykłady z historii filozofii

Jakobie Böhme

tłumaczył Swiatosław Florian Nowicki

Na drugim krańcu znajduje się theosophus teutonicus Böhme, jego stanowisko jest dokładnie przeciwstawne; philosophia teutonica – tak nazywał się już wcześniej mistycyzm. Od tego angielskiego lorda kanclerza, przywódcy zewnętrznego, zmysłowego filozofowania, przejdziemy teraz do niemieckiego szewca z Łużyc, zwanego philosophus teutonicus; nie musimy się go wstydzić. Ten Jakob Böhme, pozostający przez długi czas w zapomnieniu, określany lekceważącym mianem pietystycznego marzyciela, zrehabilitowany został dopiero w nowszych czasach; poważał go Leibniz. Oświecenie bardzo zawęziło krąg odbiorców Böhmego; od jakiegoś czasu na nowo zdobyła uznanie jego głębia. Z całą pewnością nie zasługuje on na pogardę, ale też z drugiej strony jest wiele przesady w tym wynoszeniu pod niebiosa, jakie miało [później] stać się jego udziałem. Zakwalifikowanie go jako marzyciela jeszcze nic nie znaczy. Bo jeśli kto chce, to może zakwalifikować w ten sposób każdego filozofa, nawet Epikura i Bacona; nawet oni sądzili bowiem, że człowiek ma swą prawdę jeszcze w czymś innym poza jedzeniem, piciem i rozsądnym życiem powszednim, wypełnionym pracą drwala, krawca, kupca, czy też załatwianiem spraw zawodowych i urzędowych. – Co się zaś tyczy wysokiego poważania, którym otoczony został Böhme, to zawdzięcza je on przede wszystkim swojej formie oglądu (Anschauung) i uczucia; w pewnej bowiem mierze ogląd i wewnętrzne czucie, modlenie się i tęsknienie oraz obrazowość myśli, alegorie i tym podobne rzeczy są uważane za istotną formę filozofii. Ale [tym niemniej] jedynie pojęcie, myślenie stanowi formę, w której filozofia może mieć swoją prawdę, w której to, co absolutne, może być wyrażone i również istnieje tak, jak istnieje samo w sobie. Od tej zaś strony jest on zupełnym barbarzyńcą – mężem, który przy swoim prymitywnym sposobie przedstawiania obdarzony jest konkretnym, głębokim sercem. Ponieważ nie ma on żadnej metody i nie przestrzega żadnego porządku, trudno jest dać jakieś wyobrażenie o jego filozofii.

Jakob Böhme urodził się w Alt-Seidenbergu [Starym Zawidowie] w pobliżu Görlitz [Zgorzelca] w Górnych Łużycach w 1575 roku, z ubogich rodziców; w młodości był właśnie parobkiem i pasł bydło. Dzieła Böhmego (wydane w Amsterdamie i Hamburgu) poprzedza życiorys, spisany na podstawie jego opowiadania przez pewnego duchownego [Abrahama von Franckenberga], który go osobiście znał. – Dzieła te były poszukiwane zwłaszcza przez Holendrów i dlatego większość wydań wydrukowano w Holandii, a następnie przedrukowano w Hamburgu. – Można w nich znaleźć obszerną relację o tym, jak doszedł on do głębszego poznania. Został wychowany w wierze luterańskiej i niezmiennie w niej pozostawał. Miał w swym życiu kilkakrotnie głęboko poruszające doznania. Opowiada o sobie, że już jako pastuch widział cudowne zjawiska. Pierwsze pobudzające przeżycie zdarzyło mu się podczas wypasu bydła; już wtedy pewnego razu zobaczył w krzaku jaskinię i beczkę pieniędzy. Przestraszony bijącym stamtąd blaskiem został wewnętrznie przebudzony z ponurego przygnębienia; potem już nie udało mu się tej jaskini znaleźć. Następnie został oddany na naukę do szewca. Szczególnie [niezwykłe doznanie miał] na wędrówce; “przejęty do głębi sentencją (Łukasz XI, 13): «Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą», w prostocie swego ducha żarliwie i ustawicznie się modlił, szukał i pukał ogarnięty pragnieniem poznania prawdy; aż wreszcie na wędrówce podczas terminowania u majstra – dzięki działającej w Synu sile Ojca, kierowanej przez Ducha – trafił na święty szabat i wspaniałe święto dusz, a zatem jego prośbie stało się zadość; i tam właśnie (wedle jego własnego wyznania) otoczyło go boskie światło i przez siedem dni stał w najwyższym boskim zachwyceniu i przepełniony radością.” Majster go odprawił, bo nie chciał mieć u siebie “takiego domorosłego proroka”. Potem żył w Görlitz [w Zgorzelcu]; w roku 1594 został majstrem i ożenił się. – Później, “anno 1600, w 25 roku życia”, zaświtało mu “po raz drugi” światło, ukazując coś w rodzaju swego drugiego oblicza. Böhme opowiada mianowicie, że ujrzał w pokoju wyszorowane do połysku domowe naczynie; i “poprzez niespodziewany widok miłego, dobrodusznego (jovialen) blasku” tego metalu został (poprzez widzenie i ekstazę swojego astralnego ducha) “wprowadzony w centrum tajemnej natury” i w światło boskiej istoty. “Wyszedł przed bramę, na łąki, żeby wybić sobie z głowy tę fantazję, tym niemniej jednak im dłużej doświadczał” w sobie “owej wizji, jaką otrzymał, tym silniej i jaśniej jej doznawał, tak że dzięki utworzonym na tej podstawie sygnaturom, czyli figurom, charakterystycznym rysom i barwom wszystkich stworzeń, mógł poniekąd wejrzeć w serce i w najgłębsze wnętrze natury (to odciśnięte w jego duszy doświadczenie opromienia też jego dzieło De signatura rerum i było właściwie całą jego podstawą), wskutek czego ogarnięty wielką radością” podziękował Bogu i w spokoju przeszedł do swoich spraw domowych. Następnie napisał kilka dzieł. Uprawiał w Görlitz swoje rzemiosło i pozostał szewcem: tutaj też umarł w 1624 roku jako mistrz szewski.

Jego pierwszym dziełem jest “Aurora” czyli “Morgenröte im Aufgange”; po nim powstaje kilka innych pism; do najbardziej godnych uwagi jego dzieł należą “Von den drei Prinzipien” [O trzech zasadach] i druga rozprawa “Von dreifachen Leben des Menschen” [O potrójnym życiu człowieka] – poza nimi jest jeszcze kilka innych. Nie wiadomo, jakie dzieła przedtem przeczytał. Ale wiele miejsc w jego pismach dowodzi, że wiele przeczytał, widać zwłaszcza, że czytał pisma mistyczne, teozoficzne i alchemiczne, między innymi z pewnością dzieła, które napisał Theophrastus Paracelsus Bombastus von Hohenheim – filozof podobnego pokroju, ale prawdę mówiąc mętny i bez właściwej Böhmemu głębi umysłu (die Tiefe des Gemüts). Wskazują na to wyrażenia występujące w jego dziełach; mówi w barbarzyński sposób: boski salliter, markuriusz itd. Cały czas czytał Biblię. Prześladował go na rozmaite sposoby pewien duchowny [pastor Gregor Richter], wszelako w Niemczech zdobył mniejszy rozgłos niż w Holandii i w Anglii, gdzie jego pisma doczekały się licznych wydań. Został nazwany philosophus teutonicus; i rzeczywiście, dopiero dzięki niemu pojawiła się w Niemczech swoiście niemiecka filozofia; lektura jego pism jest dla nas nadzwyczajnym przeżyciem; i należy być dobrze obeznanym z jego ideami, żeby znaleźć prawdę w tym strasznie mętnym sposobie pisania.

Jakob Böhme jest pierwszym niemieckim filozofem; treść jego filozofowania jest autentycznie niemiecka. Tym, co znamionuje i czyni godnym uwagi Böhmego, jest wspomniana już zasada protestancka, która każe umieścić świat intelektualny w głębi własnego umysłu (in das eigene Gemüt) i wszystko, co poprzednio było po tamtej stronie, oglądać, wiedzieć i czuć w swojej samowiedzy. Ogólna idea Böhmego okazuje się, z jednej strony, głęboka i gruntowna; ale z drugiej strony – choć odczuwał on taką potrzebę i dążył przy rozwijaniu swoich boskich oglądów wszechrzeczy do określenia i rozróżnienia – idea ta nie zostaje doprowadzona do jasnej i uporządkowanej postaci. Widzimy brak systematycznego związku i największą mętność w dokonywaniu podziałów – nawet w jego tabeli, gdzie trzy punkty zostają wyodrębnione tak:

I.

To, czym jest Bóg poza przyrodą i stworzeniem

II.

Zróżnicowanie: Mysterium I principium

Bóg w miłości magnum Bóg w gniewie

III.

Bóg w gniewie i miłości.*

Nie jest to żadne określone rozróżnianie – jedynie dążenie [do tego]; zakładane są to te, to inne różnice, a następnie mieszają się one ze sobą, albo też odrywają od siebie.

Jego sposób przedstawienia zasługuje na miano barbarzyńskiego. Jak Böhme umieszcza w głębi umysłu (ins Gemüt legt) życie, ruch absolutnej istoty, tak samo też ogląda wszystkie pojęcia w [postaci] pewnej rzeczywistości; czyli dla przedstawienia swej idei używa [bezpośredniej] rzeczywistości w charakterze pojęcia – zamiast określeń pojęciowych [bierze] bez ceregieli naturalne rzeczy i zmysłowe własności. Na przykład siarka, markuriusz [merkuriusz, czyli rtęć] itp. nie są u niego rzeczą, którą tak nazywamy, lecz jej istotą; czyli pojęcie ma tu ową formę [bezpośredniej] rzeczywistości. Zainteresowany najgłębiej ideą, zmaga się wciąż z tą formą. Chce wyłożyć spekulatywną prawdę, ale ta, żeby ująć samą siebie, z istoty rzeczy potrzebuje myśli i formy myśli. Tylko w myśli może być ujęta owa jedność, w której centrum znajduje się jego duch; i właśnie forma myśli jest tym, czego mu brakuje. Formy, których używa, nie są określeniami myślowymi. Z jednej strony są to określenia zmysłowe, np. jakości: cierpkie, słodkie, gorzkie, wściekłe; uczucia: gniew, miłość; tynktura, błyskawica, esencja, salitter, markuriusz. Te zmysłowe formy nie zachowują swego specyficznego zmysłowego znaczenia; Böhme używa ich w charakterze określeń myślowych. W tej sytuacji od razu staje się oczywiste, jak wymuszone musi jawić się przedstawienie, bo [w istocie] tylko myśl nadaje się do [ujęcia] jedności. Przedstawia się to w sposób zagmatwany, kiedy czyta się o goryczy Boga, przestraszeniu (Schrack), błyskawicy; należy najpierw mieć ideę – oczywiście, przeczuwać ją.

Drugą sprawą jest to, że jako formy idei używa on formy chrześcijańskiej; nakłada na siebie nawzajem sposób zmysłowy i sposób właściwy religii, która odwołuje się do wyobrażeń – zmysłowe obrazy i wyobrażenia. Z jednej strony jest to barbarzyńskie, ale też z drugiej strony jest tu owa [własna bezpośrednia] obecność – to, że w każdej sprawie mówi się na podstawie własnej rzeczywistości, z głębi swego umysłu: to, co dzieje się w niebie, ma się u siebie – wokół siebie i w sobie. Jak Hans Sachs miał taki styl, że nie tylko aniołów i patriarchów nie traktował jako postaci z przeszłości, historycznych, ale w nie mniejszej mierze Pana Boga, Chrystusa i Ducha Świętego wyobrażał sobie na wzór podobnych mu parafian – tak samo i Böhme.

Dla wiary prawdę stanowi Duch, ale w tej prawdzie brakuje momentu pewności samego siebie. Widzieliśmy, że przedmiotem chrześcijaństwa jest prawda, duch; prawda ta istnieje dla wiary jako prawda bezpośrednia. Wiara ma ją, ale w sposób nieświadomy, bez wiedzy, nie znając jej jako własnej samowiedzy: a ponieważ w samowiedzy obecne jest z istoty rzeczy myślenie, pojęcie – jedność przeciwstawnych momentów u Bruna – więc wierze brakuje przede wszystkim tej jedności. Jej momenty rozpadają się na poszczególne postacie, w szczególności najwyższe momenty: dobro i zło, czyli Bóg i diabeł. Istnieje Bóg, a także diabeł, obaj [jako oddzielne byty] dla siebie. Bóg jest absolutną istotą. Ale cóż to za absolutna istota, która nie ma w sobie wszelkiej rzeczywistości, w szczególności zła? Böhme z jednej strony nastawia się na to, żeby prowadzić duszę człowieka do życia, żeby w niej samej wzbudzać boskie życie, oglądać w niej samej spór i walkę oraz mobilizować ją do pracy i wysiłku, a następnie – właśnie mając na względzie tę treść – wywiadywać się, jak ujmować zło w tym, co dobre, albo diabła na podstawie Boga – [jest to] problem naszych czasów. Ponieważ jednak Böhmemu brakowało pojęcia, więc wyobraża to sobie jako straszliwą, bolesną walkę; ma się uczucie zmagania. Jest to barbarzyńska forma przedstawiania i wyrazu – walka jego umysłu (Gemüts), świadomości z językiem; a treścią walki jest najgłębsza idea, ukazująca najbardziej absolutne przeciwieństwa jako domagające się zjednoczenia. (Postacią, którą ma najbliżej siebie, jest Chrystus i Trójca: a następnie chemiczne formy rtęci, saletry, siarki, cierpkości, kwaśności itd.) Widzimy u niego walkę o zjednoczenie tych przeciwstawności i ich połączenie – nie jest to sprawa myślącego rozumu; jest to potworne, dzikie i prymitywne natężenie wnętrza, by zrobić jeden pakunek z tego, co tak dalece od siebie odbiega postacią i formą. W swoim silnym duchu zbliża jedno do drugiego i rozbija w tym całe to [zmysłowe] znaczenie – postać rzeczywistości, którą mają oba [zbliżane do siebie przeciwieństwa]. Zarazem jednak to, że jest on w sobie samym tym ruchem, tą istotą ducha, że ujmuje to we [własnym] wnętrzu, powoduje, iż określenie momentów zbliża się bardziej do formy samowiedzy, do tego, co bezpostaciowe, do pojęcia. Podsumowując, Böhme walczył o to, by pojąć, uchwycić w Bogu to, co negatywne, to, co złe, diabła.

Choć z jednej strony jest to prymitywne i barbarzyńskie i chociaż nie daje się tego czytać jednym ciągiem, chwytając myśli (jego myślenie cały czas kręci się wokół jakości, duchów, aniołów), to jednak faktycznie ta prężna głębia umysłu (Gemüt) dysponuje przecież ogromną barbarzyńską mocą używania rzeczywistości w charakterze pojęcia. Na drugim planie jest najbardziej spekulatywna myśl, która jednak nie znajduje odpowiedniego dla siebie wyrazu. Nie należy oczekiwać u niego systematycznego przedstawienia ani prawdziwego rozwinięcia doprowadzonego do tego, co jednostkowe. Nie trzyma się on też jednej formy, ale ucieka się do kilku, ponieważ ani formy zmysłowe, ani formy religijne nie mogą wystarczyć. Popularny, dosadny sposób przedstawiania, zupełnie niewyrobiony język, który wydaje się nam pospolity. Ma wiele do czynienia z diabłem; i często przemawia do niego. “Chodź tu”, powiada, “ty czarcie. Czego chcesz? Chcę ci przepisać receptę.” Jak Prospero u Szekspira – w Burzy – grozi Arielowi, że rozszczepi sękaty dąb i ściśnie go w nim na 1000 lat, tak i wielki duch Böhmego uwięziony jest w twardym sękatym dębie tego, co zmysłowe – w sękatym, twardym zroście wyobrażenia. Böhme nie potrafi przejść na poziom wolnego przedstawienia idei. W idei Boga uchwycić także to, co negatywne, ująć go jako absolutnego – jest to walka, która wygląda tak straszliwie dlatego, że Böhme jest pod względem myślowej kultury jeszcze tak daleko w tyle. Jedną stroną jest zupełnie prymitywne i barbarzyńskie przedstawienie, z drugiej strony poznaje się [u niego] niemiecki, głęboki umysł (Gemüt), który obcuje z tym, co najbardziej wewnętrzne, i ćwiczy w tym swą moc, swą siłę.

Chciałbym [najpierw] krótko przedstawić główną ideę Böhmego, następnie omówić poszczególne miejsca i rozmaite formy, po które sięga; dlatego [właśnie, że używa tylu form,] tak często się powtarza. A przy tym formy głównych wyobrażeń są znowu pod każdym względem bardzo różne; i zawiódłby się w swojej pracy ktoś, kto chciałby dać konsekwentne przedstawienie i rozwinięcie jego wyobrażeń, zwłaszcza gdyby miał zamiar wykroczyć poza nie. O myślach Jakoba Böhmego przeważnie nie daje się wiele powiedzieć bez posługiwania się jego sposobem wyrażania się, właściwą mu formą wyrazu; inaczej bowiem tego się nie da wyrazić – [ta] forma w istocie przestaje już być pojęciem.

Podstawową ideą jest u niego dążenie, żeby wszystko utrzymać w absolutnej jedności – absolutna boska jedność i połączenie wszystkich przeciwieństw w Bogu. Jego główną, ba, można powiedzieć jedyną myślą, która przewija się przez wszystko, jest w ogólności Święta Trójca – [Böhme chce] we wszystkim uchwycić boską trójjedyność, wszystkie rzeczy [traktuje] jako jej odsłonięcie i przedstawienie; tak więc trójjedyność jest ogólną zasadą, w której i poprzez którą wszystko istnieje, i to tak, że wszystkie rzeczy mają w sobie tylko tę trójjedyność, nie jako trójjedyność wyobrażenia, lecz jako coś realnego – [jest to] absolutna idea. Wszystko zostaje rozpoznane jako ta trójca. Wszystko, co jest, jest tylko tą potrójnością; ta potrójność jest Wszystkim. Przedstawienie jest raz mętniejsze, raz jaśniejsze. Dalszą sprawą jest eksplikacja trójjedyności; i formy, którymi Böhme się posługuje, by zaznaczyć występującą w niej różnicę, są różne.

W Aurorze, “korzeniu czy też matce filozofii, astrologii i teologii”, Böhme daje podział, stawia te nauki jedną obok drugiej. “1. W filozofii traktuje się o Bożej sile, o tym, czym jest Bóg i w jaki sposób jest w Bożej istocie natura, gwiazdy i elementy, a także o tym, skąd rzecz wszelka ma swój początek, jakie są niebo i ziemia, anioły, ludzie i diabły, jako też niebo i piekło, i wszystko, co jest stworzone (kreatürlich); traktuje się też o tym, czym są obie jakości w naturze – z prawdziwego gruntu poznania ducha, w popędzie i wzburzeniu Boga.”

“2. W astrologii traktuje się o siłach natury, gwiazd i elementów, o tym, jak z nich wyszły wszystkie stworzenia [...], jak zło i dobro działają poprzez nie w ludziach i zwierzętach” – nie jest to żadne jasne określenie, lecz bardziej przejście.

“3. W teologii traktuje się o królestwie Chrystusowym, o tym, jakie ono jest, jak się przeciwstawia królestwu piekieł, a także jak walczy w naturze z królestwem piekieł.”

Główną myślą Böhmego jest to, że wszechrzeczywistość jest Jednym boskim życiem i objawianiem Boga we wszystkich rzeczach – a dokładniej biorąc, że z Jednej istoty Boga, z kwintesencji (Inbegriff) wszystkich sił i jakości, wiecznie rodzi się Syn, który świeci w owych siłach: wewnętrzną jednością tego światła z substancją sił jest Duch.

1. Tym, co pierwsze, jest Bóg Ojciec; to pierwsze ma zarazem w sobie różnicę i jest jednością obu jej stron. “Bóg jest Wszystkim”, powiada Böhme, “jest ciemnością i światłem, miłością i gniewem, ogniem i światłem; ale nazywa się Bogiem jedynie stosownie do światła swej miłości. – Jest to wieczne contrarium [przeciwieństwo] między ciemnością a światłem: Żadne nie ogarnia drugiego i żadne nie jest drugim, a przecież jest tylko jeden jedyny byt (ein einiges* Wesen)** ), lecz odróżniony męką” – męka (Qual) jest źródłem (Quelle), jakością (Qualität); męka wyraża to, co nazywa się absolutną negatywnością: odnoszenie się do siebie tego, co negatywne, które jest właśnie dlatego absolutną afirmacją – “a także [odróżniony] wolą, nie będąc przecież żadnym bytem rozdzielnym. Jedno pryncypium zróżnicowane jest tylko przez to, że jedno istnieje w drugim jako jakieś Nic, ale przecież istnieje: lecz co się tyczy jego charakteru (nach dessen Eigenschaft), to istnieje ono wewnątrz (darinnen), nie w sposób jawny.” Otóż wokół tego punktu obracają się wszelkie usiłowania Böhmego i jedność absolutnie różnych [momentów]. Zasada pojęcia jest u Böhmego na wskroś żywa, nie umie jej tylko wyrazić w formie myśli. To Jedyne, powiada, ma jednak w sobie różnicę za sprawą męki; tzn. męka jest właśnie świadomą siebie, odczuwaną negatywnością. Wszystko sprowadza się od tego, żeby myśleć negatywność jako coś prostego, ponieważ [wówczas] jest ona zarazem czymś przeciwstawnym [tzn. pozytywnością]. W ten sposób męka jest tym wewnętrznym rozdarciem; ale jest ona tym, co proste. Od męki (Qual) wyprowadza on wytryskiwanie (Quellen) – dobra gra słów; męka, ta negatywność przechodzi w żywość, aktywność: i w ten sposób łączy on również oba te słowa z jakością (Qualität), z której robi Quallität. Absolutna tożsamość różnic obecna jest u Böhmego wszędzie i wszystko przenika.

a) Otóż w ten sposób w wyobrażeniu Böhmego Bóg nie jest pustą jednością, lecz jest ową dzielącą samą siebie jednością przeciwstawnych [momentów]. A zatem tym, co pierwsze, jest Bóg Ojciec. Ale nie należy tu oczekiwać całkiem określonego odróżnienia. To, co pierwsze, Jedno ma zarazem bardzo naturalny charakter, charakter naturalnego bytu (Seins). W ten sposób Böhme mówi o prostej esencji (Essenz); Bóg jest prostą esencją – jak u Proklosa. Tę prostą esencję nazywa on tym, co ukryte: dlatego określona zostaje ona też przez niego jako temperamentum, ta sama jedność odróżnionych [momentów] – wszystko jest w niej zmieszane w jedno (temperiert). Widzimy, że nazywa to również wielki salitter – już to boski salitter, już to salitter przyrody – bądź też salniter. Kiedy plecie – jako o czymś znanym – o tym wielkim salitterze, to nie od razu wiadomo, co to ma być. Otóż jest to przeinaczony w kaleczonej po szewsku mowie [łaciński] termin sal nitri, saletra (Salpeter) – nazwa “Salniter” utrzymuje się wciąż w niemczyźnie austriackiej – a to właśnie znaczy, że jest to jeszcze byt (Wesen) neutralny i w swojej prawdzie ogólny. Jest to boski przepych: W Bogu jest wspaniała przyroda, drzewa, rośliny itd. “W boskim przepychu należy mianowicie rozważyć dwie rzeczy: salitter czyli boskie siły, rodzi on sobie wszelki owoc; i markuriusz czyli brzmienie” – jakość, żar, ton. Ten wielki salitter jest bytem ukrytym, nie objawionym, jak neoplatońska jedność pozbawiona wiedzy o samej sobie – tak samo ukryty, nieznany.

b) Otóż ta substancja to Bóg Ojciec – ta pierwsza jedność; zawiera ona wszystkie siły, jakości jako jeszcze nie rozdzielone. Ten salitter jawi się wówczas również jako ciało Boga, które zawiera w sobie wszystkie jakości, siły. “A gdy będziemy śledzić całe curriculum albo obracanie się sfer niebieskich, okaże się wkrótce, że jest ono matką wszystkich rzeczy albo naturą, z której powstały wszystkie rzeczy, w której wszystkie rzeczy mają oparcie i żyją i dzięki której wszystko się porusza; a wszystkie rzeczy są uczynione z tych samych sił i pozostają w nich na wieki.” W ten sposób powiada się, że Bóg jest realnością wszystkich realności. Böhme mówi: “Musisz tu jednak wznosić swą myśl (Sinn) w duchu i rozważać, jak cała natura ze wszystkimi siłami, które w niej są, a do tego wszystko, co rozciąga się wzdłuż i wszerz, w głąb i w górę, niebo i ziemia, i wszystko, co w niej i ponad niebem się znajduje – jak to wszystko jest ciałem Boga, i jak siły gwiazd są arteriami (Quellader) w naturalnym ciele Boga na tym świecie.”

“A nie sądź, że w corpore gwiazd jest cała triumfująca Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. [...] Ale nie należy tego rozumieć w ten sposób, iżby Go wcale nie było w corpore gwiazd i w tym świecie.” Ta całość jest ogólną siłą w ogóle; jako Jedna jedność siła ta istnieje jako Bóg Ojciec, w sposób stworzony (kreatürlich) istnieje ona jako ogół gwiazd. To właśnie cały Bóg uczynił się czymś stworzonym w tak wielu bytach; w Ojcu – jako rezerwuarze – siły stanowią Jedno. “I tu właśnie nasuwa się pytanie: skąd niebo ma bądź czerpie taką siłę, aby czynić w naturze taką ruchliwość. W tym miejscu musisz skierować wzrok ponad i poza naturę – na arcyświętą, triumfującą Bożą siłę, na niezmienną Trójcę Świętą, która jest triumfującym, tryskającym, ruchliwym bytem, a wszystkie siły są w niej jako w naturze [...] – z niej powstało wszystko i wszystko w niej się znajduje: niebo, ziemia, gwiazdy, elementa, diabły, anioły, ludzie, zwierzęta, i w ogóle wszystko. – Tak więc mówiąc o niebie i ziemi, o gwiazdach i elementach i o wszystkim, co się w nich znajduje, i o wszystkim, co jest powyżej wszystkich niebios, mówimy o całym Bogu, który w tych wyliczonych powyżej” (niezliczonych) “bytach [jako] w jego wychodzącej z niego sile uczynił się czymś stworzonym.”

“Jakość gorzka jest także w Bogu, ale nie w taki sposób jak żółć w człowieku, lecz jest ona wiecznie trwającą siłą, wzniosłym, triumfującym źródłem radości (Freudenquäll).”

“O Bogu, Ojcu. – Otóż jeśli rozważa się całą przyrodę i jej charakter (Eigenschaft), to widzi się Ojca; jeśli ogląda się niebo i gwiazdy, to widzi się jego wieczną siłę i mądrość. Jak wielka jest liczba gwiazd pod kopułą nieba – a jest ona przecież niezliczona [...] – tak wielka i różnorodna jest siła i mądrość Boga Ojca. Każda gwiazda ma swoją własną jakość (Qualität) [odmienną od innych gwiazd na niebie]. – [...] Nie powinieneś myśleć, że każda siła, która jest w Ojcu, znajduje się w Ojcu w jakiejś określonej części i miejscu, jak gwiazdy na niebie. Nie! Lecz Duch wskazuje, że wszystkie siły są w Ojcu jedna w drugiej jako Jedna siła.” – Böhme powiada: “Nie powinieneś” jednak “myśleć, że Bóg znajduje się i burzy (stehe und walle) gdzieś tam w niebie i ponad niebem, jak jakaś siła i jakość, której nie ma w sobie żaden rozum i żadna nauka, jak” np. “Słońce, które krąży po swojej orbicie i wylewa z siebie ciepło (Wärme)* i światło, dając je równo ziemi, czyli stworzeniom – czy to bezecnym, czy to pobożnym. Nie! Taki” Bóg “Ojciec nie jest; lecz jest” on “Bogiem wszechmocnym, wszechmądrym, wszechwiedzącym, wszystko widzącym, wszystko słyszącym, czującym wszystkie zapachy i smaki, jest on Bogiem, który jest w sobie łagodny, przyjazny, miły, miłosierny i radosny, ba, jest samą radością.” – Jest to więc rozdzielenie różnych jakości. Otóż Böhme chce jedynie określić te jakości; jest to mętne przedstawienie.

c) Głównym pojęciem jest jakość. Böhme zaczyna w Aurorze (Wschodzącej Jutrzence) od [różnych] jakości. Pierwsze określenie Böhmego, określenie jakości (Qualität), to wchodzenie-przez-mękę-w-jakość (Inqualieren)** , męka (Qual), źródło (Quelle). W Aurorze powiada: “Jakość jest ruchliwością, wytryskiwaniem (Quallen)” ([tzn.] Quellen) “czyli napędem (Treiben) jakiejś rzeczy” – co potem łączy on również z męką (Qual) –; “jest to zatem żar (Hitze), który pali, trawi i przepędza wszystko, co się w nim znajdzie, a co nie ma tej samej właściwości. Za to oświetla i ogrzewa wszystko, co zimne, wilgotne i ciemne, oraz utwardza to, co miękkie. Ma on zaś w sobie jeszcze dwie spezies [postacie]: mianowicie światło i wściekłość (Grimmigkeit). Światło, serce żaru, przedstawia sobą miły, radosny widok, jest siłą życia – stanowi część albo źródło radosnego królestwa niebieskiego; ożywia ono bowiem wszystko w tym świecie i wszystko wprawia w ruch: wszystkie ciała, jako to drzewa, listwie, czy też zioła, rosną w tym świecie dzięki energii światła i mają w niej swe życie jako w tym, co dobre. Ale z drugiej strony żar ma też w sobie wściekłość” (negatywność) “tak, że pali, trawi i niszczy; ta sama (dieselbe)* wściekłość w świetle tryska, napędza, wznosi się [do wyższej postaci] (quellet, treibet und erhebet sich in dem Lichte) i światło wprawia w ruch**: w dwoistym źródle światła (in seinem zweifachen Quell)*** jedno z drugim walczy i zmaga się [...]. Światło bez żaru istnieje (bestehet) w Bogu, ale w przyrodzie nie istnieje; w przyrodzie wszystkie jakości istnieją bowiem w sobie nawzajem [...], zgodnie ze sposobem, w jaki Bóg jest Wszystkim [...]. Bóg” (Ojciec) “ jest sercem” – innym razem Syn jest sercem Boga; albo znowu Duch nazwany jest sercem – “czyli źródłem przyrody; z niego wszystko bierze swój początek. Żar panuje przeto we wszystkich siłach przyrody i ogrzewa wszystko i jest we wszystkim źródłem. [...] Natomiast światło w żarze daje wszystkim jakościom siłę, dzięki której wszystko jest miłe i rozkoszne.”

Wylicza on szereg jakości: zimną, gorącą, gorzką, słodką, wściekłą, cierpką, mocną, łagodną, brzmienie itd. “Z tych jakości utworzone są wszystkie stworzenia, z nich pochodzą i żyją w nich jako w swej matce.” “Natura jest siłą gwiazd. – Wszystko na tym świecie od gwiazd pochodzi. Dowiodę ci tego, jako żeś nie głupiec i szczyptę rozumu posiadasz.”

Böhme nazywa Ojcem również wszystkie siły – wszystkie siły są w nim “jedna w drugiej, jako Jedna siła” – i z kolei różnicuje tę jedną siłę jako siedem pierwszych duchów-strumieni (Quellgeister). Ale jest w tym zamęt, brakuje określonej różnicy, [nie wiadomo,] dlaczego jest ich akurat siedem, brakuje określenia myślowego; nie znajdzie się u niego tego rodzaju solidnego punktu oparcia. Te siedem jakości to również siedem planet, które pracują w wielkim salitterze Boga; “siedem planet oznacza siedem duchów Boga albo anielskich książąt”. Ale te duchy są jednością; a ta jedność jest wytryskiwaniem i fermentem wewnętrznym. “W Bogu wszystkie duchy triumfują jako Jeden duch, a jeden duch jest dla drugiego ukojeniem i zawsze drugiego kocha; i nic innego [nie masz w Bogu] jeno radość i rozkosz.” W Bogu różnice się jednoczą. “Jeden duch nie znajduje się obok drugiego, jak gwiazdy na niebie; lecz wszystkie siedem są w sobie nawzajem jako Jeden duch.” “Każdy duch spośród siedmiu duchów Boga jest brzemienny wszystkimi siedmioma duchami Boga; wszystkie są w sobie nawzajem jako Jeden duch” – w ten sposób w Bogu każdy z nich sam jest totalnością. “Jeden płodzi drugiego w sobie samym i sam przez się”; błyska w tym życie wszystkich jakości. – Skoro zaś Bóg jest Wszystkim, więc Böhme stara się uchwycić zło w dobru, diabła w Bogu; i ta walka określa w całości charakter jego pism i mękę jego ducha.

2. Jak tym, co pierwsze, było wytryskiwanie i kiełkowanie wszystkich sił i jakości, tak tym, co drugie, jest wschodzenie. Głównym pojęciem, które pojawia się u niego pod bardzo wieloma postaciami i formami, jest druga zasada, Słowo, Separator, męka, objawienie, w ogóle bycie Ja (Ichheit), źródło wszelkiego rozdzielenia (Scheidung), woli i bytu w sobie (Insichseins), który jest w siłach naturalnych rzeczy i – kiedy wschodzi w nim światło – zostaje doprowadzony na powrót do spokoju.

a) Bóg jako prosta absolutna istota nie jest Bogiem w sensie absolutnym; nie ma w nim niczego do poznania. To, co poznajemy, jest czymś innym – właśnie to inne zawarte jest w samym Bogu jako Boże (Gottes) oglądanie i poznawanie. O tym, co drugie, powiada Böhme, że w tym stanie zmieszania w jedno (Temperament) musiało nastąpić rozdzielenie (Separation). Powiada też: Albowiem “żadna rzecz nie może bez przeciwieństwa (Widerwärtigkeit) objawić się samej sobie; skoro bowiem nie ma ona niczego, co jej się sprzeciwia (widerstehet), to wychodzi wciąż poza siebie i nie wchodzi na powrót w siebie. Skoro zaś nie wchodzi na powrót w siebie jako w to, z czego pierwotnie (ursprünglich) wyszła, to nie wie niczego o swej prapodstawie (Urstand).” Używa on terminu “prapodstawa” (Urstand) na określenie substancji; i szkoda, że nie możemy używać tego i wielu innych [jego] trafnych wyrazów. “Bez przeciwieństwa życie nie miałoby żadnej wrażliwości ani chcenia, ani działania, ani rozumu, ani nauki. [...] – Gdyby ukryty Bóg, który jest jedyną istniejącą istotą (ein einig Wesen) i wolą, nie wyprowadzał siebie swoją wolą z siebie, z wiecznej nauki [zawartej] w temperamentum, ku zróżnicowaniu (Schiedlichkeit) woli, a tego zróżnicowania nie doprowadzał do konstytuowania się w sobie (Infaßlichkeit)*” (tożsamości) “w naturalne i stworzone życie (zu einem natürlichen und kreatürlichen Leben) i gdyby to występujące w życiu zróżnicowanie nie pociągało za sobą konfliktu – to jak niby miałaby objawić się mu (ihme)* wola Boga, która** jest tylko Jedna? Jak w jednej jedynej woli możliwe jest poznanie samego siebie?” Widzimy, że Böhme wzniósł się nieskończenie ponad czystą abstrakcję najwyższej istoty itd.

b) Böhme powiada: Początkiem wszystkich bytów jest Słowo jako tchnienie Boga, a Bóg był od wieczności wiecznym Jednym i również na wieczność nim pozostaje. [...] Słowo [...] jest wiecznym początkiem i pozostaje” też “nim wiecznie; jest ono bowiem objawieniem wiecznego Jednego, dzięki czemu i przez co boskiej sile nadana zostaje forma Jednej nauki Czegoś (des Etwas)***. Dzięki Słowu rozumiemy objawioną wolę Boga; dzięki Słowu-Bogu rozumiemy” zaś “ukrytego Boga, z którego wypływa wiecznie Słowo. Słowo” (Syn) “jest emanacją (Ausfluß) boskiego Jednego, ale jako objawienie Boga jest też samym Bogiem.” (LogoV to w bardziej konkretnym sensie słowo. Jest to piękna dwuznaczność greckiego słowa – rozum i zarazem mowa. Mowa jest bowiem czystym istnieniem ducha; jest to pewna rzecz, [która] usłyszana powróciła do siebie.) “To, co wyemanowane [z Boga], jest mądrością wszystkich sił, barw, cnót i właściwości oraz ich początkiem i przyczyną.”

Wszechświat nie jest niczym innym jak właśnie bytowością (Wesenheit) Boga, która stała się rzeczywistością stworzoną. Toteż “jeśli oglądasz głębię” nieba, “gwiazdy, żywioły, ziemię” i jej płody, “to ogarniasz swoimi oczyma” naturalnie “nie jasną i czystą boskość (Gottheit), choćby” nawet “ona w tym była”; widzisz tylko jej stworzone przedstawienie. “Ale jeśli wznosisz swoje myśli i myślisz ... o Bogu, który w świętości panuje w tym wszechświecie, to przedzierasz się przez niebo wszystkich niebios i ujmujesz Boga w jego świętym sercu.” – “Siły niebios są bez przerwy czynne w wizerunkach, roślinach i barwach, żeby objawić świętego Boga, tak by został on rozpoznany we wszystkich rzeczach.”

c) Jest to Syn. Böhme powiada: “Syn jest” z Ojca i “w Ojcu, jest sercem czy też światłem Ojca; i Ojciec rodzi go nieustannie od wieczności po wieczność.” Stosownie do tego “Syn jest” wprawdzie “inną osobą niż Ojciec, ale nie jest żadnym innym Bogiem niż Ojciec”, którego jest odblaskiem, lecz jest właśnie tym samym Bogiem. “Syn jest sercem”, tym, co pulsuje “w Ojcu. Wszystkie siły, które są w Ojcu, są własnością Ojca. Syn jest sercem czyli jądrem we wszystkich siłach; jest on zatem przyczyną radości tryskających we wszystkich siłach w całym Ojcu.” (Tym, co pierwsze, jest salitter, to, co neutralne.) “Wzbudza się dzięki niemu wieczna niebiańska radość i tryska ona we wszystkich siłach Ojca” – “jak słońce jest sercem gwiazd. Słusznie słońce (sie)* oznacza Syna; oświetla ono niebo, gwiazdy i głębię [nieba] ponad ziemią i działa we wszystkich rzeczach, które istnieją na tym świecie. (Krąg gwiazd oznacza różnorodne siły Ojca.) Daje wszystkim gwiazdom światło oraz siłę i miarkuje (temperiert) ich siłę. (Jednym spośród siedmiu duchów był [przed upadkiem] Lucyfer.) Jak słońce zrodzone jest z gwiazd, tak Syn Boga jest od wieczności wciąż rodzony przez wszystkie siły swojego Ojca, a nie jest stworzony (gemacht), i jest sercem oraz blaskiem [emanującym] z wszystkich sił. Świeci we wszystkich siłach Ojca i jego siła jest ruchliwą, tryskającą (quällende) radością we wszystkich siłach Ojca; i świeci w całym Ojcu, jak słońce w całym świecie. Gdyby bowiem Syn nie świecił w Ojcu, to Ojciec byłby ciemną doliną; siła Ojca nie wzbudzałaby się bowiem od wieczności po wieczność i boski byt (Wesen) nie mógłby istnieć (bestehen).” Głównym punktem jest ta żywość Syna. – Na temat owego wschodzenia [światła] i manifestowania się podał też Böhme określenia najwyższej wagi.

d) “Z takiego objawienia sił, w którym (darinnen) ogląda siebie wola wiecznego Jednego, wypływa rozum (Verstand) i nauka* Ja-jako-niczego-będącego-czymś (des Ichts)** , ponieważ w Ja-jako-niczym-będącym-czymś ogląda siebie wieczna wola.” Występuje tu gra słów IchtsNichts (Nic), jest to bowiem właśnie coś negatywnego, ale zarazem przeciwieństwo Niczego, jako że zawiera w sobie Ich, czyli Ja samowiedzy. W ten sposób Syn, Coś, jest Ja, jest świadomością, samowiedzą; Bóg [Ojciec] jest abstrakcyjną neutralnością, Bóg [Syn] jest koncentrowaniem się w punkt bytu dla siebie. To, co inne, jest zaś odbiciem Boga. “To odbicie jest Mysterium magnum, jako stwórca wszystkich bytów i stworzeń; jest to bowiem w emanacji woli Separator” (całości), “który czyni wolę wiecznego Jednego zróżnicowaną – zróżnicowanie (Schiedlichkeit) w woli [jako to], z czego powstają siły i własności.” Ten Separator został “ustanowiony zarządcą natury, za pomocą którego wieczna wola wszystkim kieruje, wszystko robi, formuje, kształtuje”. Separator jest kimś, kto potwierdza, kimś, kto się odróżnia; i teraz Böhme nazywa go – to Ja-jako-nic-będące-czymś (Ichts) – również Lucyferem, pierworodnym Synem Boga – pierworodnym aniołem w porządku stworzenia (kreatürlich). Ale ten Lucyfer odpadł – na jego miejsce przyszedł Chrystus.

Oznacza to związek diabła z Bogiem; jest tu innobyt, a następnie byt dla siebie, byt-dla-Jednego (Für-Eines-Sein)*, to, że dla Jednego istnieje to, co inne (das Andere)**. Źródło zła jest w Bogu, pochodzi ono z Boga. Oto największa głębia myśli Jakoba Böhmego. – Ten Lucyfer odpadł. Bo Ja-jako-nic-będące-czymś (Ichts) – wiedza-o-sobie-samym (Sichselbstwissen), bycie Ja (Ichheit, słowo występujące u Böhmego) – jest skierowanym-w-siebie-imaginacyjnym-kształtowaniem-siebie***, bytem dla siebie, ogniem, który trawi wszystko w sobie do wnętrza. Jest to czynnik negatywny w Separatorze, męka, czyli jest to gniew Boga; ten gniew Boga to piekło i diabeł, który kierując się ku sobie sam przez się kształtuje imaginacyjnie siebie (durch sich selbst sich in sich hinein imaginiert). Jest to bardzo odważne i spekulatywne; w ten sposób Böhme próbuje z samego Boga wyekstrahować gniew Boga. Wola, Ja-jako-nic-będące-czymś (Ichts) jest również samością (Selbheit)****; to, że Ja kierując się ku sobie kształtuje imaginacyjnie siebie, jest przechodzeniem Ja-jako-niczego-będącego-czymś (Ichts), czyli bycia Ja (Ichheit), w Nic. Böhme powiada: “Niebo i piekło są od siebie nawzajem tak odległe jak dzień i noc, jak Ja-jako-nic-będące-czymś (Ichts) i Nic (Nichts).” – Faktycznie Böhme wniknął tu w całą głębię boskiego bytu (Wesens); zło, materia, czy jak to zostało nazwane, jest Ja = Ja, jest bytem dla siebie – jest to prawdziwa negatywność. Wcześniej był to nonens [niebyt], który sam jest czymś pozytywnym, ciemnością; prawdziwą negatywnością jest Ja. Z tego, że nazwane to zostało złem (das Böse), nie wynika, że jest to coś niewłaściwego (etwas Schlechte); zło takie, jakim jest samo w sobie, zawarte jest tylko w duchu. – Böhme nazywa je bowiem również samością (Selbheit). Powiada np. tak: “Gdzie w jakiejś rzeczy chce wola Boża, tam Bóg jest objawiony (offenbar); w takim objawieniu mieszkają też aniołowie. A gdzie w jakiejś rzeczy Bóg nie współchce z wolą rzeczy, tam Bóg nie jest sobie (ihm)” (samemu) “objawiony, lecz mieszka” (tam) “tylko w sobie samym, bez współdziałania tej rzeczy”; a zatem “w rzeczy jest własna wola i mieszka [w niej] diabeł oraz wszystko, co jest poza Bogiem.”

e) Bliższą formę tego wschodzenia [światła] przedstawia on na swój obrazowy sposób: Otóż ten “Separator wysnuwa z siebie własności, stąd powstaje nieskończona różnorodność i wieczne Jedno staje się przez to wrażliwe (empfindlich)” (tak, że może istnieć dla innego,) “nie stosownie do jedności, lecz stosownie do emanacji jedności”. Na gruncie pojęcia, którego Böhmemu brakuje, byt w sobie (Insichsein) i wielość są właśnie absolutnie przeciwstawne: byt dla siebie, byt-dla-czegoś-innego – i ponowne przywrócenie [go sobie] jako druga strona. Böhme porusza się w tę i z powrotem w pozornych sprzecznościach i nie bardzo wie, jak sobie z tym poradzić. “Jednak emanacja dochodzi aż do takiej największej ostrości, aż do ognistej postaci” – ciemny ogień bez światła, ciemność, to, co zamknięte, samość (Selbheit) – “w której to” jednak “ognistej postaci”, kiedy ten ogień przechodzi w wyższą postać (sich erhebt) i zaostrza się (zuspitzt), “wieczne Jedno ukazuje się w swym majestacie (majestatisch ... wird) i staje się światłem”. Rozpala się zatem światło; i to światło jest formą, którą kończy się druga zasada. Jest to powrót do Jednego. “Przez to” (przez ogień) “wieczna siła staje się pożądliwa i działająca i” (ogień) “jest podstawą (Urstand)” (esencją) “wrażliwego” (odczuwającego) “życia, jako że w Słowie sił ma swoją podstawę (urständet) wieczne, wrażliwe życie. Gdyby bowiem życie nie miało żadnej wrażliwości, nie miałoby też żadnego chcenia ani działania; ale” dopiero “dręczenie (das Peinen)” – strach, męka – “czyni je” (wszelkie życie) “działającym i chcącym. I światło, wzniecone w taki sposób przez ogień, czyni życie (es) radosnym; światło (es) jest bowiem namaszczeniem udręki (Peinlichkeit).”

Ażeby ująć Ja-jako-nic-będące-czymś (Ichts), Separatora, jak “wyłania” się (sich “empöre”) z Ojca, Böhme sięga po wiele różnych form. W wielkim salitterze wybijają się, wzbudzają, sublimują (erheben), “rugują” (“rügen” sich) jakości. Ma on tam w Ojcu [ostrą] jakość cierpkości; i w związku z tym [Böhme] przedstawia wyłanianie się Ja-jako-niczego-będącego-czymś (Ichts) jako pewne zaostrzanie się, skupianie, jako błyskawicę. Owo światło to Lucyfer. Byt dla siebie, słyszenie siebie (Sichvernehmen) nazywa Böhme skupianiem się w Jeden punkt. Jest to cierpkość, ostrość, przenikanie, wściekłość; wiąże się to z gniewem Boga. Na tym polega zło; ujmuje on tu w Bogu jako takim to, co jest “Innym” Boga. “To źródło może być zapalone przez wielkie wyrugowanie i wysublimowanie (Rügung und Erhebung). Poprzez skupienie uformowany zostaje byt stworzony (das kreatürliche Wesen), [co znaczy,] że ukształtowane zostaje” przez ujęcie [w jedną całość] (faßlich) “niebiańskie corpus [ciało]. Gdy zaś zostaje ona” – cierpkość – “zapalona przez wysublimowanie (do czego są zdolne tylko stworzenia utworzone z salittera), to jest to paląca arteria gniewu Boga.” Tym, co rodzi (der hervorbricht), jest tu błyskawica. “Błyskawica jest matką światła, rodzi (gebäret) ona bowiem sama przez się światło: i jest ojcem wściekłości; wściekłość tkwi bowiem w błyskawicy jak nasienie w ojcu. I ta sama błyskawica rodzi również ton czyli brzmienie”; błyskawica jest w ogóle absolutną rodzicielką (das absolut Gebärende). Błyskawica łączy się jeszcze z bólem; światło jest porozumiewaniem się (das sich Verständigende). Boskie narodziny są wschodzeniem [światła w postaci] błyskawicy, życia wszelkich jakości. – To wszystko jest z Aurory.

f) Z kolei w Quaestionibus theosophicis używa on też – zwłaszcza w odniesieniu do Separatora, w odniesieniu do tego przeciwieństwa – formy tak i nie. Powiada: “Czytelnik powinien wiedzieć, że wszystkie rzeczy, bez względu na to, czy są to rzeczy boskie, diabelskie, ziemskie, czy jakie tam jeszcze można wymienić, polegają na tak i nie. Jedno jako «tak» jest tylko (eitel) siłą i życiem: i jest to prawda Boga albo sam Bóg. Bez «nie» ten Bóg byłby w sobie samym niepoznawalny i nie byłoby w nim radości, ani majestatu, ani wrażliwości” – życia. «Nie» jest tym, co przeciwstawne, (Gegenwurf) wobec «tak», czyli prawdy” (ta negatywność jest zasadą wszelkiej wiedzy, rozumienia): “żeby prawda była objawiona i była czymś, jest w niej pewne contrarium, jest w niej wieczna miłość – jako coś aktywnego, wrażliwego, chcącego – i to, co jest do kochania. A przecież nie można powiedzieć, że «tak» i «nie» są od siebie nawzajem oddzielone i istnieją jedno obok drugiego jako dwie rzeczy, lecz są one tylko jedną rzeczą, ale same się rozdzielają na dwa początki i stanowią dwa centra, ponieważ każde w sobie samym działa i chce. – Bez tych obu [elementów], które przecież pozostają w ciągłym sporze, wszystkie rzeczy byłyby Niczym i pozostawały w bezruchu. – Gdyby sama wieczna wola nie emanowała [i nie wychodziła] z siebie, gdyby nie wprawiała się w stan przyjemności, to nie byłoby żadnego upostaciowania ani odmienności, lecz” w tej sytuacji “wszystkie siły byłyby tylko Jedną siłą. Nie mogłoby też być żadnego rozumienia; rozumienie ma bowiem swoją podstawę (urständet)” (ma swoją substancję) “w odmienności, która cechuje wielość, jako że jedna własność (Eigenschaft) spogląda ku drugiej, przymierza się do niej i chce jej. – Wola, która wyemanowała, chce nierówności, żeby była odróżniona od równości i była swoim własnym Czymś: żeby była czymś, co widzi i odczuwa wieczne widzenie. I z własnej woli powstaje «nie»; ta wola kieruje się bowiem ku własnemu bytowi (Eigenheit) jako przyjemności [z] siebie samej. Wola chce być Czymś i nie utożsamia się (gleichet sich nicht) z jednością; jedność jest bowiem pewnym emanującym «tak», które w ten sposób wiecznie tylko tchnie sobą samym i jest niewrażliwością, jedność nie ma bowiem niczego innego, w czym mogłaby siebie odczuć – może odczuć siebie tylko w przyjemności woli odstępującej [od niej], w «nie» jako czymś przeciwstawnym (Gegenwurf) wobec «tak», w czym to «tak» się ujawnia i w czym ma ono coś, czego może chcieć.”

“I «nie» nazywa się «nie» dlatego, że jest to nachodzące pożądanie (eine eingekehrte Begierde) jako zawierające w sobie nastawienie-na-nie (Nein-wärts). – Pożądająca wola wypłynąwszy z siebie jest wciągająca i chwyta w siebie samą siebie; stąd biorą się upostaciowania i własności: 1. ostrość; 2. ruch; 3; doznanie. 4. Czwartą własnością jest ogień jako błyskawica (Blitz) rozbłyskująca blaskiem; ma to swoją podstawę (urständet) w związku (Zusammenfügung) zatrwożonej (ängstlichen) ostrości i jedności. – W [tym] związku jest więc przestraszenie (ein Schrack); a w tym przestraszeniu ujęta zostaje jedność – w taki sposób, że staje się ona widokiem, który nagle rozbłysnął (Blick oder Glast) jako podniosła (erhebliche) radość.” Jest to nagłe pojawienie się (Einschlagen) jedności.* “Tak więc światło ma swoją podstawę w samym środku ciemności; jedność staje się bowiem światłem, a przyjemność pożądliwej woli we własnościach staje się duchem-ogniem, który ma swoje źródło (Quall) i początek w cierpkiej, zimnej ostrości. – I stosownie do tego Bóg jest gniewnym” i “porywczym Bogiem”; i na tym polega zło. “a) Pierwszą własnością wciągania jest «nie»; b) ostrość; c) twardość; d) doznanie; e) ogień-źródło, piekło albo jaskinia, ukrycie. 5. Piąta własność, miłość, stanowi w ogniu, jako udręce, pewne inne principium – jako wielki ogień miłości.” – Jest to główne określenie tego, co drugie. – Böhme szamocze się w tych głębiach, ponieważ brakuje mu pojęć i ma do dyspozycji tylko formy religijne i chemiczne; używa więc na siłę tych form, żeby wyrazić swoje idee, co prowadzi do niezrozumiałości, a także do barbarzyństwa w wyrażaniu się.

g) “Z tego wiecznego działania wrażliwości wyłonił się widzialny świat – świat jest wyemanowanym Słowem (das ausgeflossene Wort), które wstąpiło we własności, gdy we własnościach powstała własna wola. – W takiej to formie Separator doprowadził Słowo (es) do własnej woli”.

3. Wreszcie tym, co trzecie, są formy trójcy, jedność światła, Separatora i siły; otóż jest to Duch. To, co trzecie, Duch, zawiera się już po części w tym, o czym poprzednio była mowa. “Wszystkie gwiazdy oznaczają siłę Ojca, z nich jest słońce” (czynią one siebie przeciwieństwem jedności). “Otóż ze wszystkich gwiazd wychodzi siła, która jest w każdej gwieździe; wszelako siła słońca, żar i blask idzie również w głębię” – z powrotem do gwiazd, w siłę. “W głębi siła wszystkich gwiazd jest Jedną rzeczą z blaskiem i żarem słońca” (światło jest namaszczeniem, radością, urokiem udręki); jest ono “poruszającym falowaniem, na podobieństwo Ducha. – W całej głębi Ojca poza Synem nic nie jest wieloraką i niezmierną siłą Ojca i światłem Syna; światło to jest w głębi Ojca żywym, wszechmocnym, wszechwiedzącym, wszystko słyszącym, wszystko widzącym, doznającym wszystkich zapachów i smaków, wszystko czującym Duchem, w którym jest wszelka siła, blask i mądrość – jak w Ojcu i Synu.” Jest to miłość, uspokojenie wszystkich sił przez światło, przez Syna. – Widzimy, że włączona tu zostaje zmysłowość.

Ma on w istocie takie wyobrażenie: “Byt Boga (Gottes Wesen)” (który z wiecznej głębi wyłonił się jako świat) “nie jest więc czymś odległym, co posiadałoby jakieś szczególne miejsce albo siedzibę;” byt (Wesen), “otchłań przyrody i stworzenia jest to bowiem sam Bóg.” – Nie powinieneś myśleć, że w niebie jest może jakieś corpus [ciało]” – to corpus, serce jest rodzone przez siedem duchów-strumieni (Quellgeister) – “coś, co nazywałoby się dla wszystkiego innego Bogiem. Nie jest tak, lecz rodzi się w ten sposób i nazywa się Bogiem Ojcem cała boska siła, która jako taka jest niebem i niebem wszystkich niebios, i z tego Boga Ojca rodzą się wiecznie wszystkie anioły Boga, a także duch człowieka. – Nie możesz wymienić żadnego miejsca ani w niebie, ani na tym świecie, gdzie nie odbywałyby się boskie narodziny. – Narodziny Trójcy Świętej odbywają się również w twoim sercu; rodzą się w twoim sercu wszystkie trzy osoby: Bóg Ojciec, Syn” i “Duch Święty. – W boskiej sile – wszędzie jest źródło boskich narodzin; jest tu już wszystkich siedem duchów-strumieni Boga (Quellgeister) Boga – zamykając przestrzenny, stworzony krąg, miałbyś w nim bóstwo (die Gottheit).” W każdym duchu zawarte są wszystkie.

Ta trójca jest dla niego ogólnym życiem, całym ogólnym życiem w każdej bez wyjątku jednostkowej istocie; jest to absolutna substancja. Böhme powiada: “Każda rzecz w tym świecie powstała na podobieństwo trójcy. Wy ślepi Żydzi, Turcy, poganie, otwórzcie oczy umysłu (des Gemüts)! Muszę wam pokazać podobieństwo do świętej Trójcy w Bogu na przykładzie waszego ciała i wszystkich rzeczy naturalnych, na przykładzie ludzi, zwierząt, ptaków i robaków, jak też drewna, kamienia, ziela, listowia i trawy. Powiadacie, że jest jedna jedyna istota (ein einig Wesen) w Bogu, że Bóg nie ma żadnego Syna. Otwórz więc oczy i spójrz na siebie samego; człowiek jest uczyniony na podobieństwo i z mocy Boga w jego potrójności. Popatrz na swojego wewnętrznego człowieka, a zobaczysz jasność i czystość, [zobaczysz, że] nie jesteś głupcem i nierozumnym zwierzęciem. Zauważ: w swoim sercu, w żyłach i mózgu masz swojego ducha; cała siła, która porusza się w twoim sercu, w żyłach i mózgu, na której opiera się twoje życie, oznacza Boga Ojca. Z siły wydobywa się (empöret sich)” (rodzi się) “twoje światło, tak że w tej sile widzisz, rozumiesz i wiesz, co powinieneś czynić: to samo światło błyszczy bowiem w całym twoim ciele i całe ciało porusza się [dzięki udziałowi] w sile i poznaniu (bewegt sich ... in Kraft und Erkenntnis); jest to Syn, który rodzi się w tobie.” To światło, to widzenie, rozumienie jest drugim określeniem; jest to stosunek do samego siebie. “Z twojego światła może czerpać tę samą siłę rozum, rozsądek, umiejętność i mądrość rządzenia całym ciałem, a także rozróżniania wszystkiego, co jest poza ciałem. I przez to, że twój umysł rządzi obiema tymi rzeczami, są one jedną rzeczą, twoim duchem (und dieses beides ist in deinem Regiment des Gemüts ein Ding, dein Geist); a to oznacza Boga, Ducha Świętego. I Duch Święty [zrodzony] z Boga panuje również w tym duchu [obecnym] w tobie, jesteś dzieckiem światła, a nie ciemności.” – “Teraz zauważ: w drewnie, kamieniu i zielu są trzy rzeczy i nie mogłoby narodzić się czy też rosnąć nic, w czym by brakowało (sollte ... außen bleiben) choćby tylko jednej spośród trzech. Po pierwsze istnieje siła, z której powstaje ciało, obojętnie czy jest to drewno, kamień, czy ziele; następnie jest w tejże” rzeczy “sok, który jest sercem rzeczy; po trzecie jest w niej sącząca się (quellende) siła, zapach albo smak, który jest duchem rzeczy, dzięki któremu ona rośnie i przybiera; otóż gdyby zabrakło jednego spośród trzech, to żadna rzecz nie mogłaby istnieć (bestehen).” – Böhme traktuje więc wszystko jako tę trójjedyność.

Kiedy jednak przechodzi na poziom tego, co jednostkowe, staje się w widoczny sposób mętny. Ze szczegółowego przedstawienia niewiele można zaczerpnąć. Przedstawienie ma np. jeszcze to do siebie (przytaczam to jako próbkę jego maniery ujmowania rzeczy naturalnych), że przy dalszym zgłębianiu bytu przyrody jako czegoś przeciwstawnego (Gegenwurf) wobec boskiej nauki Böhme używa w charakterze pojęć tego, co my nazywamy rzeczami. Np. to, co stworzone, ma “trojakie siły albo spiritus [duchy] w różnych centris [ośrodkach], lecz w jednym corpore [ciele]. a) Pierwszym i zewnętrznym spiritus [duchem] jest gruba siarka, sól i merkuriusz [rtęć] – byt (ein Wesen) czterech żywiołów” (ogień, woda, ziemia, powietrze) “czy też gwiazd. Kształtuje on widzialne corpus [ciało] odpowiednio do konstelacji gwiazd albo własności planet i aktualnie pobudzonych (jetzt entzündeten) żywiołów – największej siły spiritus mundi [ducha świata]. Separator tworzy sygnaturę czyli oznaczenie” – samość (Selbheit). Sól, salitter [saletra] jest mniej więcej tym, co neutralne; merk[uriusz] (również mark[uriusz]) – tym, co aktywne, niepokojem [popychającym] do (gegen) odżywiania się; gruba siarka jest negatywną jednością. b) “Drugi spiritus znajduje się w oleju siarki – piąta esencja jako korzeń czterech żywiołów. Jest to uspokojenie i radość grubej, dręczącej siarki i ducha soli: właściwa przyczyna wzrastającego życia, radość przyrody, jaką w żywiołach jest słońce” – bezpośrednia zasada życia. “W wewnętrznej podstawie owej grubej [siarki] widać piękne, jasne corpus, w którym świeci wyobrażone światło przyrody [pochodzące] z boskiej emanacji.” – Przyjmowaną substancję (das Aufgenommene) zewnętrzny Separator naznacza (signiert) ukształtowaniem i formą rośliny, która przyjmuje w siebie to grube pożywienie. – g) “Trzecią rzeczą jest tynktura, duchowy ogień i światło: najgłębsza podstawa (der höchste Grund), z której (daraus) w bycie (im Wesen) tego świata powstaje (urständet) pierwsze zróżnicowanie (Schiedlichkeit) własności” – Fiat [niech stanie się] jest Słowem każdej rzeczy – “i [owa tynktura] należy, jeśli chodzi o jej własny charakter (Selbsteigenschaft), do wieczności. Prapodstawą tynktury (ihr Urstand) jest święta siła Boga.” – “Wrażliwością tej tynktury jest zapach.” – “Żywioły są tylko naczyniem (Gehäuse) i czymś przeciwstawnym (Gegenwurf) w stosunku do wewnętrznej siły, są one przyczyną ruchu tynktury.” – W zmysłowych rzeczach gubi się całkowicie siła tego zmysłowego pojęcia, ale nie [siła ducha Böhmego] jako taka: przy całej toporności i barbarzyństwie właściwego Böhmemu sposobu przedstawiania jest wszakże u niego zarazem owa jedność [nieskończonej istoty] z rzeczywistością, obecność nieskończonej istoty (Wesens) [w rzeczywistości].

Otóż jeżeli przyroda jest początkową emanacją Separatora, to trzeba rozumieć [to tak, że jest w niej] dwojakie życie przeciwstawne wobec boskiej istoty: poza owym doczesnym – pewne życie wieczne, któremu dane jest boskie rozumienie; leży ono u podstawy wiecznego duchowego świata, obecne jest w Mysterio magno [w wielkim misterium] tego, co przeciwstawne Bogu, [w wielkim misterium] bycia [własnym] Ja (Ichheit) – jest naczyniem boskiej woli, poprzez które [jedynie] się ona objawia, a nie objawia się jako mająca właściwość bycia własną wolą [występującą we własnym imieniu] (und zu keiner Eigenheit eigenen Willens offenbart wird). Człowiek w tym centrum [jakim jest jego Ja] ma właśnie oba te życia same w sobie – należy do czasu i wieczności: a) [życie wieczne ma] w “wiecznym rozumie (Verstand) jedynej (einigen) dobrej woli, którą jest stan niezróżnicowania (ein Temperament)” – to, co ogólne; b) [życie doczesne to] początkowa wola przyrody jako konstytuowanie się w sobie (Infaßlichkeit) centrorum, gdy każde [występujące] w zróżnicowaniu (Schiedlichkeit) centrum zamyka się w pewnym miejscu, stając się czymś, co ma [własne] Ja, (zur Ichheit) i samolubnym chceniem (Selbwollen) jako własne misterium czyli umysł (Gemüt). a) To pierwsze [wieczne życie] pożąda tylko czegoś przeciwstawnego w stosunku do swojej równości [z sobą samym]; b) to drugie [życie] – samorodna (selberborne), naturalna wola występująca tam, gdzie ma swe miejsce samość (Selbheit) ciemnego wrażenia (Impression) – za sprawą swego własnego konstytuowania się w sobie (Infaßlichkeit) [pożąda] także równości jako czegoś przeciwstawnego; przez to konstytuowanie się w sobie (Infassen) wola nie pożąda niczego poza swoją cielesnością jako pewną naturalną podstawą.” – Otóż to Ja, to, co ciemne, męka, ogień, gniew Boga, bycie w sobie, konstytuowanie się w sobie (Insichfassen), twardość jest tym, co zostaje przełamane przy ponownych narodzinach; Ja zostaje rozbite, następuje przejście udręki w prawdziwy spokój – tak, jak ciemny ogień wybucha światłem.

To są właśnie główne myśli Böhmego. Głębokimi myślami Böhmego są: a) rodzenie się światła, Syna Boga z jakości – najbardziej żywa dialektyka; b) rozdzielenie (Diremtion) samego siebie. Barbarzyństwo w wywodzie jest niewątpliwe i, żeby ująć myśli w słowa, używa on na siłę zmysłowych wyobrażeń – takich, jak salitter, tynktura, esencja, męka, przestraszenie (Schrack) itd. Ale równie niewątpliwa jest największa głębia, która ujawnia się na każdym kroku w łączeniu najbardziej absolutnych przeciwieństw; ujmuje on przeciwieństwa w najbardziej toporny, prymitywny sposób, ale ich szorstkość nie przeszkadza mu w ustanawianiu jedności [tych przeciwieństw]. Tej głębi – prymitywnej i barbarzyńskiej – brakuje pojęcia; [ale jest tu za to własna, bezpośrednia] obecność [przy prawdzie], mówienie-z-samego-siebie; Böhme ma wszystko w sobie samym, wie wszystko sam z siebie. – Wspomnieć jeszcze wypada, że pisma Böhmego są wyrazem jego osobistej pobożności, mają charakter budujący i ukazują drogę duszy. Jest to w najwyższym stopniu głębokie i żarliwe; i jeśli oswoimy się z jego formami, to znajdziemy tę głębię i żarliwość. Ale jest to forma, z którą nie można się pogodzić (versöhnen) i która uniemożliwia wyrobienie sobie jakiegoś określonego wyobrażenia o stronie szczegółowej. Nie sposób nie zauważyć, jak głęboka potrzeba tego, co spekulatywne, tkwiła w tym człowieku.

KONTAKT
jakub@boehme.pl