ANDROGYN

Franz von Baader

Franz von Baader

Wybór ybór pism o andr androgynicznym obrobrazie człowieka

Ze wstępem i posłowiem

Rolanda Pieetscha

Z niemieckiego przełożył i opracował

Andrzej Pańta

ANDROGYN

© Copyright by Roland Pietsch

© Copyright for the Polish translation by Andrzej Pańta

© Copyright for the Polish edition by Polskie Stowarzyszenie EUROOPERA,

Zgorzelec 2002

Za zgodą prof. dra Rolanda Pietscha

Opracowanie, skład i korekta: Andrzej Pańta

Korekta i opracowanie: Andrzej Pańta

Redakcja: Andrzej Pańta, Marian Wicki i Michał Zarębski

Printed in Poland

Wydawca: Polskie Stowarzyszenie EUROOPERA, ul Daszyńskiego

12, PL 59-900 Zgorzelec. Tel. 075/ 775-46-16

Wydanie pierwsze

Wszelkie prawa zastrzeżone

ISBN 83-910764-4-1

Printed in Poland

żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana

w ogólnie dostępnym systemie ani rozpowszechniana w żadnej

formie, ani za pomocą żadnych środków - elektronicznych, mechanicznych,

fotomechanicznych, nagrań ani żadnych innych - bez pisemnej

zgody Tłumacza bądź Wydawcy.

Druk: AMIZ-GRAF. Zakład Usług Poligraficznych. Produkcja - Handel.

Bogusław i Grażyna Zima. Ul. Konarskiego 4B, PL 59-900 Zgorzelec.

Tel/fax: 075-7758459. Email:amizgraf@.poczta.fm

 

Gdy leżałem na górze około północy, i spadły na mnie

wszystkie drzewa, i szły na mnie wszystkie wiatry szturmowe,

a Antychryst rozwarł na mnie swoje paszcze, żeby

mnie pożreć, posłałeś mi Panie na pocieszenie świętą

dziewicę Sofię, i poślubiłem ją sobie.

Jacob Boehme

W S T Ę P

Mit o człowieku androgynicznym, który w rozmaitych fomach

ujawnia się w tradycjach ludzkości, oznajmia o pierwotnej świetności

pierwszego człowieka, gdy ten w swej androgynicznej doskona

łości nie został jeszcze rozdzielony na mężczyznę i kobietę;

obwieszcza on także o tym, jak ta androgyniczna całość została

rozbita na rozróżnienie mężczyzny i kobiety i jak z powrotem może

zostać przywrócona.

Franz von Baader (1765 - 1841) przejął ten mit w całości od

Jacoba Boehmego (1575 - 1624), któremu w związku z jego wszechogarniaj

ącym widzeniem Boga został objawiony także obraz androgynicznego

człowieka. Androgyniczny obraz człowieka jako

wizerunek Boga ma swój ideał w androgynii samego Boga, bowiem

w mądrości niczym w swoim lustrze ogląda Bóg swą własną niezg

łębioną istotę i w ten androgyniczny sposób sam siebie objawia

i poznaje doskonale. Androgyniczne współdziałanie między duchem

Boga a jego niebiańską mądrością lub Sofią opisuje Boehme jako

wzajemne współdziałanie czystej wrażliwości i czystej aktywności.

Duch Boga "formułuje i tworzy Boże zrozumienie w mądrości,

bowiem jest ona czymś cierpiącym; i duch Boga jest w niej czymś

sprawczym albo życiem”1. Boehme oznacza tę niebiańską mądrość

lub Sofię czasami także jako matkę. W tym sensie Baader, który

słusznie został określony jako Boehme redivivus, tłumaczy też wewn

ątrzboskie współdziałanie jako androgyniczną jedność boskiego

Wszechojca i boskiej Wszechmatki: "Tylko Wszechojciec może

zarazem być Wszechmatką, to znaczy czymś wszystko obejmują-

5

6

cym, noszącym i znoszącym się w obie, pod wszystko się zniżają-

cym i stawiającym (substancję), we wszystkim się podnoszącym,

wyzbywającym się, wszystko karmiącym (istoczącym się) Bogiem”2.

Ta androgynia odpowiada obrazowo androgynii praczłowieka

Adama: "Adam był nagi / a przecież był przyodziany w największ

ą wspaniałość / a to w raj / całkiem piękny, jasny, krystaliczny

obraz / nie mąż / nie kobieta / Lecz oboje niczym męska dziewica

/ z obiema tynkturami w temperaturze”3 Wyraz "tynktura”, pochodz

ący z alchemii, i który został przejęty i przekształcony przez

Boehmego, oznacza pewną substancję, jaka powoduje proces przemian

tego rodzaju, "jak ogień rodzi światło”4. Obie tynktury, to

znaczy męska tynktura ognia i kobieca tynktura światła przenikają

się w androgynicznym praczłowieku w "temperaturze”, to znaczy

w pewnej doskonałej i harmonicznej jedności. Przez tę androgyniczn

ą właściwość Adama jest "warunkowane wewnętrzne mieszkanie

niebiańskiej Dziewicy w człowieku, lecz to (warunkuje) wewnętrzne

zamieszkanie w nim Boga”5. Innymi słowy, niebiańska

dziewica Sofia jest oblubienicą Boga a zarazem poślubiona pierwszemu

człowiekowi. Z wielką doskonałością i aż do najdrobniejszych

szczegółów, w które tutaj się nie zgłębiamy, opisuje Boehme

właściwość androgynicznego praczłowieka, przy czym podkreśla

przede wszystkim jego cielesność duchową, która nie ma nic wspólnego

z późniejszą ziemską materialnością upadłego człowieka.

Pierwszy człowiek, którego spojrzenie w wiecznie otwartym czuwaniu

nieustannie jest skierowane na Boga, nie zna snu, ni choroby,

ni śmierci. żyje on w doskonałej jedności z Bogiem, bowiem

jego spojrzenie nieustannie skierowane jest na wewnętrzną istotę

Boga i na istotę rzeczy, jak one pierwotnie znajdują się w Bogu.

Z tej jedności odpada Adam, gdy chce poznawać rzeczy już nie

w ich jakościowym powiązaniu z Bogiem, lecz w ich wielości

a wraz z tym także w ich sprzeczności. Przez tę samowolę, z którą

Adam odwraca swe spojrzenie od Boga, a więc sam popada w obszar

sprzeczności, staje się on ślepy na jedność Boga, a jego spojrzenie

nie jest już w stanie widzieć wewnętrznej istoty Boga i rze-

7

czy. Zrywa przymierze z niebiańską dziewicą Sofią; ona odstępuje

od niego, a on bezwładnie zapada w głęboki sen, w którym androgynia

"jako właściwość męskiej i kobiecej natury, albo, jak je nazywa

Stary Testament, te dwie tynktury rozpadły się w Adamie,

przy tym rozpadzie właściwość męska wyrodziła się w ogień gniewu”6

a właściwość kobieca "zdegenerowała się w wodę”7, innymi

słowy, jest to rezultat rozszczepienia androgynicznego praczłowieka

Adama na podwójność mężczyzny i kobiety. Po tym pierwszym

upadku podzielony człowiek spożywa z zakazanych owoców drzewa

poznania dobra i zła i w tym drugim upadku traci teraz ostatecznie

swoją niebiańską cielesność duchową i staje się ziemski i śmiertelny.

Wybawienie z tego stanu upadłości jest dla Boehmego i Baadera

możliwe jedynie i tylko pod znakiem owej niebiańskiej i androgynicznej

natury tak, jak ona błyszczy w Chrystusie, Maryi

i aniołach, i w ten sposób wskazuje upadłemu człowiekowi jedyną

drogę z tej nędzy wyobcowania. Niebiańska natura albo dziewica

Sofia pojawia się tymczasem ziemskiemu człowiekowi przede

wszystkim tylko jako duch "zarówno w każdej duszy męskiej, jak

(też i) w każdej duszy kobiecej, a mianowicie w każdej odzwierciedlaj

ąc się jako ta samaÖ Ale skoro tylko i tak często to światło

włącza się solidarnie w duszę męską lub kobiecą lub dąży do takiego

powiązania, światło przyświecające każdemu człowiekowi, który

wstępuje na ten świat, jako wyższa konstelacja (której ludzie dlatego

nie znają dalej żadnej przyczyny, ponieważ ona sama jest pierwsz

ą przyczyną, stąd więc znajduje ona miłość, lecz to nie ludzie

znajdują miłość), tedy między obojgiem jest założone podłoże prawdziwej

miłości. Jak mianowicie w każdym poszczególnym człowieku

dusza stara się ten dziewiczy obraz odrodzić (przeobrazić) w

sobie z jego zniekształcenia, tak ukazuje się tutaj to dążenie w szczególnie

solidarny sposób w dwojgu ludzi, mianowicie w ten sposób,

że mężczyzna bez kobiety, kobieta zaś bez mężczyzny nie mogą

uzyskać ponownego odnowienia swego obrazu Boga i uważają się

do tego zobowiązani (od bycia splecionym); z tego więc jedynie

wyjaśnia się sakrament miłości albo małżeństwa, i to taki, jak się

mówi, który jest zawarty w niebie”8. Ten wyższy sens miłości mię-

dzy mężczyzną a kobietą, którego - jak Baader akcentuje z całym

naciskiem - nie wolno stawiać na równi z popędem rozmnażania

(seksualność), polega na tym, że "ona (miłość) powinna być pomocna

mężczyźnie, jak i kobiecie, w uzupełnianiu się wewnętrznym

(umyśle i duchu) w całym obrazie ludzkim, to jest w pierwotnym

obrazie Boga”9. Dlatego światło miłości przenika wzajemnie

mężczyznę i kobietę od wewnątrz i urzeczywistnia w obojgu androgyniczn

ą jedność. "Mianowicie jak wypłowienie obrazu w Adamie

wydarzyło się najpierw wewnętrznie, i spełniło się (zewnętrznie)

cieleśnie (co w dokumentach Mojżeszowych zaznacza się przez

wypadnięcie /zaśnięcie/ dla obrazu Boga i przez obudzenie się

w duszy męskiej i kobiecej), dlatego odnowienie obrazu Boga musi

więc wydarzyć się również najpierw wewnętrznie, w istniejącym

jeszcze obrazie zewnętrznego mężczyzny i kobiety”10. Ale też

z zewątrz niebiańska dziewica Sofia jest w stanie pomóc miłości

między mężczyzną i kobietą, w ten sposób że mężczyźnie pojawia

się pod postacią ukochanej a kobiecie pod postacią ukochanego.

Właściwe przenikanie mężczyzny i kobiety i ich przemiana w praobraz

androgyniczny spełnia się tymczasem wewnętrznie.

1Jacob Boehme: Clavis IX, 5, 18. Dane źródłowe następują - jeśli nie

jest zaznaczone inaczej - za: Jacob Boehme: Pisma Zebrane, faksymilowe

wznowienie wydania z 1730 r. w jedenastu tomach, zaczęte

przez Augusta Fausta, na nowo wydane przez Will-Ericha Peuckerta,

Stuttgart 1955 - 1961. Po skróconym tytule dzieła tom jest podawany

cyframi rzymskimi, rozdział i ustęp arabskimi.

2DZ III, 344. Cytuje się wedle: Franz von Baader: Dzieła Zebrane

(skrót DZ), wyd. przez Franza Hoffmanna, Juliusa Hambergera i in.,

16 tomów, Lipsk 1851 - 1860 (przedruk bez zmian, Aalen 1963).

Cyfry rzymskie oznaczają tom, arabskie zaś stronę.

3Jacob Boehme: O wyborze łaski, 5, 35, wyd. przez Rolanda Pietscha,

Stuttgart 1988, Reclam UB 8481. To wydanie oddaje brzmienie pratekstu

tak, jak napisał go sam Boehme.

4Jacob Boehme: Myst. Magnum VII, 23, 45

8

5DZ III, 303

6DZ III, 302

7DZ III, 302

8DZ III, 307 i nast.

9DZ III, 309

10DZ III, 309

Z pisma do Jego Książęcej Mości, Księcia i Następcy Tronu

Constantina Loewenstein-Wertheim

Uwagi o drugim rozdziale Genezis,

szczególnie w odniesieniu do pojawienia

się stosunków płciowych na skutek upadku

człowieka

In necessariis unitas, in

dubiis libertas, in omnibus

charitas.

Augustyn

Wymaganiu Waszej Książęcej Mości, abym wyjawił

Wielce Dostojnemu moje myśli o tej niewątpliwie dla nas jeszcze

na ogół mrocznej nauce o stworzeniu, a zawartej w pierwszym rozdziale

Mojżesza, która, jak się wydaje, nie w pełni zgadza się z

drugim rozdziałem, odpowiadam tym chętniej, niż wolno byłoby

oczekiwać, skoro moje dociekania o tym wydają się Waszej Ksią-

żęcej Mości budujące i po części posłużą zarówno do rzucenia

pewnego nowego światła na jedną z najgłębszych tajemnic naszej

natury i religii, jak i w ogóle do wywołania o tym następnych dociekań.

Przy czym, słusznie, nie muszę uwzględniać i baczyć ani na

cenzurę naszych płaskich tak zwanych racjonalistów, ani obowiaj

ących się spekulacji tak zwanych pietystów, ani wreszcie na

owych należących do grona bezwstydnych i bezczelnych szyderców

(materialistów).

Jak wiadomo pierwszy rozdział Genezis wydaje się przeczyć

temu znajdującemu się za nim w tym, iż w owym pierwszym człowiek

wydaje się stworzony jako jeden (jako pewne indywiduum),

tak jak jest powiedziane, że Stwórca wszelkiego stworzenia uznał

11

12

je za dobre; natomiast w rozdziale drugim stan pierwotny kobiety

jest opisany z gotowego już i jedynie stworzonego Adama, a zarazem

mówi się, że Bóg nie uważał za dobre osamotnienia tego ostatniego1.

Bowiem dla większości egzegetów było wygodnie tłumaczyć

sobie drugi rozdział Genezis jako interpolowany lub jako tylko

doczepiony fragment pierwotnie innego podania lub mitu

o stworzeniu do tego pierwszego.

Lecz kiedy w drugim rozdziale jest mowa o stanie pierwotnym

Hewy z Adama, tedy jednak, co dotychczas nie było zauważane,

równocześnie jest podawany powód ku temu, skoro powiada się,

że, skoro przy przedstawianiu zwierząt nie znalazła się wśród nich

żadna pomocnica dla Adama, ta została ukształtowana z niego samego.

Udowadnia to particula causalis: bowiem ("bowiem, gdy

Bóg Pan przywiódł zwierzęta do człowieka” i. t. d. Rdz 2, 19).

Jednak akceptacja tego skutku pierwotnego stanu Hewy z Adama

wiedzie nas od razu do drugiego, mianowicie takiego: że właśnie

zniekształcenie w zwierzęcą naturę i w jej podwójną postać,

jaką Adam ściągnął na siebie przy przyprowadzeniu zwierząt, to

było powodem. Mianowicie łatwo zrozumieć, że, jeśli człowiek

miał spełnić swoje przeznaczenie (1, 28) i osiągnąć władzę panowania

nad całą (zwierzęcą) naturą, tej władzy nie mógł oddawać

się wyłącznie pasywnie i bez własnej aktywności wejść w jej posiadanie,

ale co z tego powodu było tylko możliwe2 przez zapośredniczenie

wystawienia na pokusę za pośrednictwem tej zwierzęcej

natury, albowiem władzę nad każdym kuszącym i wypróbowuj

ącym nas uzyskujemy właśnie tylko wraz z tym, że nasze pokuszenie

wymazujemy dzięki temu radykalnie lub tym samym. Co

zostało powołane do wyższego bycia lub istnienia (w obrazie

Boga), musi się dopiero utrwalić na tym miejscu lub realizować

swą wyższą naturę. Dlatego też każda zaistniała pokusa pociąga

potwierdzenie powstania pokuszenia ze względu na kuszącego, tak

jak każde nie zaistniałe tego osłabienie i ujarzmienie pod i przeciwko

ostatniemu. Ta pokusa została zresztą przedstawiona jako

przyprowadzenie zwierząt, żeby człowiek ponazywał je, to znaczy

miał osiągnąć nad nimi swe panowanie i wejść w ich posiadanie3,

13

lecz wcale nie miał imaginować w ich naturę, wchodzić w nie

z żądzą i, niejako doglądając te same, być przez nie opanowanym4.

Więc tylko dlatego człowiek w tej pierwszej pokusie lub w

pierwszym momencie nie zdał egzaminu i wyrosła w nim żądza do

zewnętrznej pomocy ku samopoznaniu, skoro takie mają zwierzęta,

ale gdy przez to żądza w wewnętrznej pomocy (w kobiecie jego

młodości, jak mówi Salomon) zaginęła w nim, ponieważ wówczas

została z niego stworzona kobieta. Bowiem teraz (po owej zaistnia-

łej żądzy) nie było to już oczywiste dobre, że człowiek pozostawał

pośród zwierząt, ale to nie dobre bycie samotnego trwania Adama

podkreślone już w drugim rozdziale wyszło z tej jego (wcale dla

niego nie uczynionej) żądzy i może nie stąd, gdyż Bóg nie uczynił

tego dobrze, że najpierw stworzył człowieka w osamotnieniu.

Ale przez to sen Adama (jako przyjście poza samego siebie tegoż

w następstwie jego pierwszej ekstazy w duchu zwierzęcym i astralnym)

zawiera nie tylko zrozumiałe znaczenie, lecz sen ten zarówno

jako to odbywające się w nim kształtowanie kobiety i jako ratujące

kontrprzygotowanie okazują się następstwami, aby zapobiec ponadto

nieuchronnemu głębokiemu upadkowi człowieka w zwierzęc

ą naturę (skażoną już duchem zepsucia)5; w ten sposób przeto tłumacz

ą się takie słowa Adama przy przedstawianiu jego kobiety:

"to jest przecież ciało z mego ciała” i. t. d. Ten ostatni wgląd musi

być szczególnie podkreślony z powodu owego nieporozumienia,

które, powód stanu pierwotnego kobiety lub zróżnicowania płciowego

mieszając z nim samym, zaprzecza boskiemu wprowadzeniu

małżeństwa; tak jak gnostycy uważali samą materię za złą i za wytwór

złej zasady, ponieważ ta sama została stworzona z powodu tej

złej i wbrew tejże.

W istocie nie wiadomo zatem, czemu bardziej trzeba się dziwić:

czy mianowicie głębokiemu wyjaśnieniu, jakie tym samym daje

nam Genezis, a to kilkoma słowami o znaczeniu stosunku płciowego

u człowieka, czy nieuwadze tak wielu egzegetów, którzy z tego

danego im wraz z tym klucza nie uczynili żadnego użytku. Bowiem

tak wiele wynika już z owego wytłumaczenia stanu pierwotnego

kobiety z Adama, że, chociaż kobieta powstała dla człowieka tylko

14

z powodu jego żadania lub pożądliwości wstąpienia w zewnętrzne

życie świata (takie zewnętrzne życie świata chciał uwewnętrznić w

odwrotny sposób), i już choćby stąd kobieta pojawiła się już obcią-

żona tym pożądaniem świata zewnętrznego (próżnego) - człowiek

właśnie z pomocą tej kobiety znowu miał i mógł się przecież

uwolnić z tej pożądliwości świata i żądzy świata, a przeto znowu

wstąpić w Boga. Stąd człowiek w kobiecie zatem miał zarówno

wspomnienie swego pierwotnego przewinienia, jak i mógł i powinien

w niej rozpoznać pomocnicę dostarczoną przez Boga do odpokutowania

tego występku; jak bowiem kobieta odnośnie mężczyzny

pełni wciąż tylko funkcję wtórną w złym jak i w dobrym

a przecież tylko od niego zależy, czy stanie mu się rodzicielką Boga

lub szatana. ó

Ale Genesis daje nam w następnym rozdziale, gdzie mówi się

o nasieniu kobiety w przeciwieństwie do nasienia węża, jeszcze

rozleglejszą informację o przeznaczeniu kobiety. Skoro mianowicie

Adam otrzymał już tę kobietę na zewnętrzną pomocnicę do

swego rozszerzania się i samopomnażania tylko dlatego, ponieważ

odwrócił się od swej wewnętrznej pomocnicy (zerwał z nią mał-

żeństwo), tedy jednak pozostała mu ta ostatnia w owej zewnętrznej

pomocnicy (w zewnętrznej kobiecie) zmarnowana, skoro już zawiera

umowę (podniesienie), to znaczy właśnie, jak mówi Pismo,

nasienie kobiety; stąd więc kusiciel w drugim stadium pokusy

uczynił się najpierw w kobiecie nosicielką nasienia, lecz nie osią-

gnął swego celu, ponieważ w następstwie tego ten ostatni podniósł

się z Ewy jako Awe6 nad nasienie węża, zabijając je. Ten bowiem,

który został zrodzony z Dziewicy Maryi, jest tym samym, który

musiał ustąpić z Adama z powodu jego upadku.

Gdyby człowiek zniósł tę pierwszą (przy przeprowadzaniu zwierz

ąt) pokusę, (ta pokusa mianowicie mogłaby właśnie skończyć się

tak dobrze wraz z objęciem zwierzęcej natury jak i z jej poprawianiem

przez nią), tedy nie tylko umocniłaby (obroniłaby się) jego

androgyniczna natura, lecz także cała zewnętrzna natura byłaby w

stosunkowo lepszym położeniu dzięki tej jego wspaniałości niczym

błogosławieństwo. To samo tymczasem, jeśli już nastąpiło

15

w inny sposób, w następnym drugim pokuszeniu (przy drzewie pokusy)

i gdy utracił już swoją androgyniczną naturę. Człowiek bowiem

utrudnia sobie wprawdzie każdym upadkiem z wyższego

stopnia pokusy na niższy swą odnowę, jednak nie uniemożliwia

sobie tego tak długo, dopóki nie zostały jeszcze przebiegnięte

wszystkie stopnie.

Można sobie więc o właściwym procesie na tym drugim stopniu

(przy drzewie pokusy) uczynić coś na jedno wyobrażenie, tedy jednak

tekst Genezis nie pozostawia przy tym o głównej sprawie żadnej

wątpliwości, mianowicie o tym, że przez upadek w tym drugim

momencie pokusy wstąpienia człowieka w zwierzęcą naturę lub

jego przypadnięcie w udziale temu samemu zostało spełnione,

wzmocnione i zrealizowane, podczas gdy w pierwszej pokusie tego

wejścia działo lub zaczynało się tylko niejako idealnie lub magicznie.

Vis ejus integra, si conversus in terram7. - Tak jak dalej Genezis

z uwagą, "że przeto (po tym drugim upadku) pojawił się

wstyd”, nie daje wyraźnie do zrozumienia, gdyż to spełniło zewnętrzne

lub ziemskie nastanie człowieka przez odbywany dopiero

zupełny rozwój i urzeczywistniło się samolubne podniesienie życia

brzucha, jako właściwej części honteuse naszej doczesnej natury,

której rozwijalność przez wytrwanie w tej pokusie na zawsze mógł

i powinien radykalnie wymazać w sobie człowiek.

Zresztą skoro rozróżniam tutaj między ciałem a brzuchem, tedy

nie mam na myśli rzecz jasna doczesnego ziemskiego ciała, które

zakorzenia się w życiu brzucha, lecz czynię tę różnicę w sensie

Pawłowym, kiedy on (1 Kor 6, 13) mówi: "Ciało należy do Pana,

lecz brzuch do pokarmu, jak ten do brzucha, których obojgu dostarcza

Bóg”; - przy czym zaznaczam jeszcze, że Egipcjanie także

rozróżniali między ciałem a brzuchem, w ten sposób że zwłokom,

zanim je zabalsamowali, wyjmowali najpierw wnętrzności i narzą-

dy i te rzucali do wody, modląc się do Boga o wybaczenie tego

występku, skoro te (niejako interpolowane narządy) spowodowały

owo obumarcie. Ale jeśli też ten doczesny zupełnie zezwierzęcony8

człowiek może już myśleć i czuć się w zwyczajnym życiu ledwo

wolny od zwierzęcia, brzucha i ziemi, tedy może w rzadkich

16

stanach swego życia przynajmniej w tym partycypować. Mam na

myśli mianowicie owe podniesienia życia piersi i serca9 (w religijnych

i niereligijnych ekstazach), które także bez naruszenia zupeł-

ności ziemskiego życia na dłuższą lub krótszą chwilę doprowadzaj

ą życie brzucha z jego potrzebami i żądzami (także i boleściami)

do milczenia. Jak więc szczególnie wzniosłe życie afektów w magnetycznej

ekstazie zawiesza to ziemskie życie, niejako opromieniuj

ąc i uduchawiając sam region brzucha, i jak również pewien

wyższy moment energii lub czystości afektu w miłości do kobiety

doprowadza do milczenia popęd płciowy10.

Zwracam się więc znowu do głównego przedmiotu mego pisania,

mianowicie do wykazania wniosków, jakie możemy wycią-

gnąć do uzasadnienia teorii miłości i małżeństwa (bo małżeństwo

jest zawsze w miłości, choć już ta nie zawsze w nim), z drugiego

rozdziału Genezis. Wyższe znaczenie zróżnicowania płciowego

w człowieku okazuje się mianowicie już genetycznie wzajemnym

wypływaniem oddzielonego mężczyzny i kobiety, a mianowicie

wraz z tym poświadcza się, że to rozdzielenie odbyło się w regionie

piersi i brzucha; w ten sposób że pierś człowieka lub serce

zostały przez to niejako podzielone na dwie połowy, tak że mężczyźnie

z tego (w tej abstrakcji) pozostała surowa siła, kobiecie

zaś słaba łagodność i delikatność, którzy tylko w swym wolnym

połączeniu lub uchwytności (miłość) pobudzają się, wyzwalają

i dopełniają; tak jak trzeba powiedzieć, że ogień czyni moc, siłę

i ciepło wody, to delikatność (studzenie) ognia w ich rozwijalnej

unii (jako calor humidus)11. Lecz nie tylko korzenia miłości

i małżeństwa należy szukać w rejonie piersi i serca, lecz twierdzę

również, że wszystkie dedukcje zasady owych nie idą dość głęboko,

które ten związek mniemają móc zakładać w czymś innym niż

w zjednoczeniu serca lub woli mężczyzny i kobiety w Bogu, to

znaczy w Chrystusie jako reprezentancie i odnowicielu naszej

utraconej pierwotnej natury; takie odnowienie nie jest niczym innym

właśnie jak owym obrazu Bożego w człowieku, tak że ci

w miłości i małżeńskim powiązaniu zobowiązali się to odnowienie

swej natury nie jak niezamężni jedynie i każde dla siebie, lecz

17

solidarnie i wzajemnie, uskuteczniając się poręczają sobie takie

powiązanie12.

Na ten założony stosunek kobiety do mężczyzny w Genezis, jak

i niejako zarazem ten córki i narzeczonej wskazuje się zresztą także

w Nowym Testamencie, i Paweł porównuje ten stosunek do owego

wspólnoty do Pana jako ciała do głowy13. W tym sensie dawny egzegeta

mówi: "Skoro jesteśmy ciałem z jego ciała, jest On (drugi

Adam) naszym Ojcem, ale skoro wstawia On nas znowu w swoje

żebro (swój przekłuty bok), i przechodząc z Nim do duchowego

ciała, jest On naszym oblubieńcem krwi”. Skoro, jak utrzymują

osteolodzy, ramiona są przedłużonymi żebrami, tedy mężczyzna

w obejmowaniu14 kobiety okazuje niejako próbę włączenia jej znowu

do swej klatki piersiowej (piersi lub serca), z której ta sama

wyszła, i to obejmowanie (którego nie zna zwierzę, i o którym dlatego

nie może być powiedziane także to: Cognivit eam) musi

przede wszystkim być rozróżnione od właściwego spółkowania,

które odbywa się w tym odmiennym od regionu piersi regionie

brzucha, i które, ujęte w sobie i abstrakcyjnie, w tak małym stopniu

jest aktem unii lub miłości (małżeństwa), że tutaj raczej pojawia

się właśnie przeciwieństwo tego ostatniego, a to wzajemne najwyższe

wzniesienie samolubstwa (niemiłości), które nie kończy

się żadnym jednaniem, lecz zróżnicowaniem, obojętnym rozpadem

odduchowionych biegunów, i właściwie wzajemnym prawdziwym

jedno-w-drugim-zadołowaniem, dlatego też drzemką jako siostrą

śmierci; i ten zwierzęcy akt niejako tylko przez obejmowanie, to

znaczy dzięki miłości, zachowuje swój urok. Przy czym wymienię

tylko częste powstawanie podniecenia żądzy pożerania i mordu

zarazem z orgazmem gatunkowym u zwierząt a nawet u człowieka,

tak jak w ogóle nędzę żądzy płodzenia i zniszczenia, która ukazuje

się w nierządzie15.

Zresztą skoro Paweł (1 Kor 11) mówi: "że w Panu ani mężczyzna

jest bez kobiety, ani też ta bez owego”, tedy ukazuje nam on

tego Pana jako odnowiciela i założyciela naszej androgynicznej

natury; bowiem w zmartwychwstaniu nie zostaną sklejeni ze sobą

mężczyzna i kobieta, aby uczynić całego człowieka (jak już Ary-

18

stofanes mylnie zinterpretował Platońską androgynię), lecz wprzódy

istocie męskiej Chrystus (ożywiający i wszystko spełniający

duch) jest oblubienicą, nie, że poślubia On swą (przepołowioną)

zwierzęcą męskość, lecz w ten sposób, że ją znosi, a istocie kobiecości

jest On oblubieńcem, znosząc jej zwierzęcą kobiecość; czym

więc zwracam uwagę na błąd tych, którzy, zapoznając to zniesienie

obu płci w ich zróżnicowaniu, mieszają niebiańską androgyniczną

naturę z ziemską, ze zdarzającą się u większości zwierząt dwupł-

ciowością, która przecież jest tylko karykaturą tej pierwszej, i ma

się do tej samej tak, jak choćby hermafrodyta w sztuce pogańskiej

do Madonny w chrześcijańskiej.

Egzegetom brakuje często tego, że na przekór tekstu rozdziału

trzeciego Genezis przeoczają odbywane dopiero po upadku przeistoczenie

kuszącego zwierzęcia z najpiękniejszej postaci w najobrzydliwsz

ą i ze zwierzęcia mówiącego w całkiem nieme, jak oto

wciąż jeszcze prezentują nam artyści tę obrzydliwą postać wężową

przy drzewie pokusy. Dlatego nie bez powodu starsi pisarze uzewnętrzniali

domniemanie, że, tak jak kuszący zwierz w obrzydliwą

postać węża, tak również rajska postać człowieka została przeistoczona

do cna w obecną ziemską, i że ta ostatnia z ową pierwszą

postacią węża mogła mieć być może pewne podobieństwo16. To

wszystko zresztą, co dotyczy tej metamorfozy, zależy od tego, czy

nabiera się przekonania, że nie tylko człowiek a i ta otaczająca go

natura doznali pewnego przeobrażenia i zniekształcenia, lecz także

iż to zniekształcenie obojgu wraz z pierwotnym występkiem człowieka

stało i stoi w pewnym związku przyczynowym. Bo chociaż

aktualne występki i przewinienia człowieka mają tylko niewielki

zniekształcający wpływ zarówno na niego jak i na tę naturę, jak się

wydaje, tedy z tego jednak nie wynika, że pierwotnie nie było inaczej,

mianowicie w epoce, w której człowiek ten stał jeszcze wyżej

ponad tą naturą i ta była mu bardziej otwarta, i w której zatem jego

zbrodnie jak i jego cnoty głębiej i szybciej oddziaływały na naturę.

Bowiem rzecz jasna w dobrze zorganizowanych policjach zbrodniarz

w stosunku do rozmiaru swej siły i wielkości swej zbrodni

natychmiast jest stawiany extra statum nocendi.

19

I tak wprowadziło nas zatem z tekstu Genezis wprawdzie jedno

ó aczkolwiek nie z niego występujące wyjaśnienie i znaczenie

tego samego ponownie do przekonania zarówno o głębokim sensie

tekstu, jak i o wewnętrznej spójności lub identyczności nauki starego

i nowego Przymierza. Ale tych egzegetów, którzy wbrew tym

i podobnym wyjaśnieniom mają wątpliwości Sofera, i żądają od

nas, żebyśmy wszędzie trzymali się wyłącznie dosłownego rozumienia

słów i że one muszą sobie wystarczyć, niech posłuży za

odpowiedź to, że już dlatego jest osobliwym wymaganiem obstawanie

tutaj przy dosłownym zewnętrznym słowie, gdyż Sofer jest

przecież księgą zupełnie zamkniętą, której zrozumienie zachowuje

się wśród żydów tylko dzięki tradycji, stąd nawet oni nie obstawaj

ą nigdy przy używaniu tej samej przy dosłownym sensie słowa lub

historycznym, lecz wychodzili ponad nie, czego osobliwym dowodem

jest owo Pawłowe tłumaczenie pewnego tekstu Pisma. Mianowicie

św. Paweł mówi w liście do Galatów (Ga 4, 21 - 27): "Powiedzcie

mi, którzy chcecie podlegać prawu, czy nie czytaliście

prawa? Bowiem stoi napisane: Abraham miał dwóch synów, jednego

od służącej a drugiego od wolnej. Lecz ten od służącej był zrodzony

wedle ciała a od wolnej dzięki obietnicy. To powiedziane jest

alegorycznie: (atina estin allegoroumena). Bowiem są to dwa

Testamenty: jeden mianowicie na górze Synaj, która rodzi służebność,

którą jest Agar: Synaj bowiem jest górą w Arabii, a ta jest

w przymierzu z teraźniejszą Jeruzalem, co służy ze swymi dziećmi.

Lecz owa Jeruzalem z Góry, ta jest wolnością, jest naszą matką.

Bowiem stoi napisane: Uwalniam cię, bezpłodna, która nie rodzisz,

raduj się i ciesz, która nie masz bólów porodowych: gdyż

wiele dzieci ma taka osamotniona, więcej niż żyjąca z owym mężem”.

(Przypisy)

1Ten pluralis pojawiający się w tekście podstawowym sam niczego

nie dowodziłby wówczas o pierwotnej jedności człowieka, gdyby

20

w rozdziale drugim nie było wypowiedziane tak stanowczo cokolwiek

innego, jak ten pluralis "Elohim stworzył”, co wskazuje na jedność

Stwórcy. ”w pluralis dlatego słusznie wskazuje na dwie potencje

płciowe lub tynktury. Kabaliści przyjmują wyjaśnienie o dwóch Adamach,

pierwszym i drugim. ”w jest dla nich niebiańskim (wedle filozofii

divine: Etre divin i Elohim) - "pierwszy był w pełni duchem,

bez ziemskiego ciała, ostatni zaś czymś z tchniętej boskiej duszy (bo

dusza nie przyszła do niego jak zwierzęta z żywiołów) ożywionym

ziemskim ciałem, które pierwszemu miało służyć za narzędzie, wyprowadzaj

ąc dzieło stworzenia do zepsutej ziemi i zupełnie przeistaczaj

ąc ją w raj: z tego powodu został on osadzony z niebiańskiej ziemi

w ten przez Boga zaczęty raj na mroczną ziemię, i połączony z ziemskim

Adamem w jednej osobie. Teraz stał się Adam duchem, duszą,

ciałem, lecz nie rozróżnia się dwóch Adamów i dwie ziemie” etc. 4, 6.

Wprowadzenie do Biblii. Strassburg, 1820, s. 82, i Stworzenie świata

Kleina, ibid., 1823. - Także Jacob Boehme zauważa, że Adam aby

opanować i odnowić już zepsutą ziemską naturę, musiał mieć w sobie

jako element konstytutywny wraz z nią tego samego (limus terrae),

i że właśnie najpierw miał wymazać w sobie zakażenie tego limusa,

z którego wyrosła owa żądza.

2 Ta pokusa leżała już w skażonym limus terrae w Adamie (jak mówi

Jacob Boehme). Gdy poeta powiada:

Z tej siły, która całą istotę wiąże.

Człowiek uwolni się wtedy, gdy się przezwycięży,

tedy ma na myśli, że człowiek właśnie owej części świata w sobie,

która odpowiada światu poza nim, nie powinien czynić jej odpowiadaj

ącą lub nieuchwytną temu światu, zatem podporządkowując się,

ale czym (właśnie przez odebraną światu tę część świata w sobie)

zawiera w sobie broń i narzędzie do podporządkowania sobie tego

świata, uczynienia się zrozumiałym, bowiem tylko osamotnieni są

wiedzącymi i potężnymi. Tak jak też świat (natura) poza nim jest

w stanie podnieść się w niej w człowieku dzięki tej podniesionej części.

Tak kusiciel staje się wybawionym.

3 Co nazywam, co nosi moje imię, to należy do mnie (należy lub ulega

mojemu głosowi). W Piśmie świętym imię i moc uważane są w pełni

za to samo, i kto nie ma wglądu w tę istotę imienia, niczego nie rozumie

z nauczania Pisma modlitwy jako wywoływania imienia. Tak

21

mówi Pan w Starym Przymierzu, że On na tej budowanej świątyni

w Jeruzalem pozwoli spocząć swemu imieniu, żeby tam znalazło Go

wołające słuchanie. A w Nowym Przymierzu mówi się: "Dotąd o nic

nie prosiliście mego Ojca w moim imieniu” i "gdzie dwóch zbierze się

w moim imieniu” i. t. d.; dlatego zagadywali faryzeusze apostołów,

"w czyim imieniu i mocy uleczyliby paralityka”. - Duch może produkować

tylko myśląc i mówiąc (nazywając), ale nazywając produkt

ten zapuszcza w nim swoje imię, za pośrednictwem którego powstaje

między nim a produktem niejako pewien z niego odchodzący, ale nie

wychodzący efektywny raport. Dlatego dawny chemik nie bez powodu

porównuje zapuszczane imię każdemu stworzeniu w jego stanie

pierwotnym (którego uświetnienie jest właśnie powoływaniem stworzonego)

do wody krystalizacyjnej tego z jego eaumere z niewidzialnego

występującego kryształu.

4 Cudzołóstwo, mówi St. Martin, było pierwszą zbrodnią człowieka,

i polegało, gdyż tam nie było jeszcze kobiety, na nadużyciu duchowej

władzy rozmnażania się. Według Pasqualisa sama Ewa była owocem

tego nadużycia. Małżeństwo jest założone na union sans partage ó

adultere de la volonte. - Aby spojrzeć na siebie, sam muszę uczynić

się obiektem (siebie przeto zarazem w tym ogarniającym to podmiocie,

£ukasz 2), lecz obiekt nie jest drzewem (prawda), lecz owocem

(obraz), poznaje się więc drzewo tylko w owocu, prawdę w jej obrazie

(zjawisku). - Wychodząc, działając produkcja staje się pomocą dla

producenta. To powtórnie ujęte lub ujmujące się w tym, przyjmuje

Syn. Każde stworzenie ma już swoje imię od Stwórcy (autor, autorytet)

i człowiek znajduje, czyta i słyszy to imię, powtarzając je za nim

(naśladując tym samym proces stworzenia lub produkcji), byłoby to,

że samolubne stworzenie wypowiada i pisze samo siebie, byłoby to

spowodowało, że z jednego wypowiadałoby się drugiego egoistę.

Skoro tylko pisze się mówiąc, tedy zapisane słowo działa też na podobieństwo

monumentu, jak to rzeczywiście mówiące lub brzmiące (talizman,

amulet). - Gdzie tylko afekt opisuje (kreśli) figurę, tedy ta

wydaje z siebie przynajmniej ten efekt. - Czytając (widząc) otwieram

się przeto temu samemu słowu (myśli) lub afektowi, które wydało

to pismo lub figura. Ale ta monumentalizacja nie jest zrozumiała, jeśli

nie przyjmuje się trwającego (uniwersalnego) ducha, w którym ustala

się to obrazowanie.

22

5 Sen czyli abimiracja Adama w materialną naturę z jego całym potomstwem,

z którego najpierw obudzili się Adam i Ewa, i z którego

stopniowo budzą się wszyscy ludzie. - W tym miejscu: że Bóg mógł

także Abrahamowi obudzić dzieci z kamienia.

Przez to dopiero zróżnicowanie płciowe stało się ziemskie i zwierzęce,

a człowiek otrzymał na skutek tego trzecią postać, gdyż znajduje

się obecnie w trzeciej pokusie.

8 Hevah w hebrajskim znaczy także istotę przewrotną, w syryjskim

z przydechem chejo samiczkę węża. Wąż w hebrajskim ma gen.

mascul.

9 W mowie pisanej serce znaczy także wewnętrznego człowieka, i jest

to wypowiadane z dobrych jak i złych myśli serca, przeto nie wewnętrzny

człowiek jako dobry przeciwstawia się zewnętrznemu jako

niedobremu, lecz wewnętrzny dobry człowiek wewnętrznemu niedobremu.

W istocie w stanie normalnym nie zachodzi żadne przeciwieństwo

jako spór między wewnętrznym A zewnętrznym, skoro wszak

np. wewnętrzne a afirmujące się właśnie przez pozycję zewnętrznego

B, w ten sposób że to samo przez to zakładane z B odprawia skrycie

następne przeciwstawne wewnętrzne i z siebie C, na czym polega tajemnica

cielesności. Kiedy zatem wewnętrzne dobre życie przeciwstawia

się zewnętrznemu jako niedobre, tedy ma się na myśli jednak

tylko coś z niedobrego wewnętrznego skalanego i temu odpowiadają-

ce, zaprzeczające przeto pierwszemu to zewnętrzne. Bowiem zachodzi

przy tym oczywiście między dobrym a niedobrym życiem znaczą-

ca różnica, gdyż pierwsze jako w sobie (w Bogu) założone przy takim

siebie z powrotem ciągnięciu nie traci swego spokoju i swej substancjalności,

podczas gdy niedobre życie, tak jak nie jest już w stanie

zapalić się z siebie, płoszy w sobie piekło, gdyż, jako założone w sobie,

jest w stanie powstrzymać z siebie źródło w

siebie samego pójścia tylko przez ucieczkę na

zewnątrz. Przez ucieczkę w tę zewnętrzność

uchodzi mianowicie tej piekielnej zewnętrzności.

Tedy więc (zarówno uniwersalną jak i czę-

23

ściową funkcją ziemi (materia) jest tłumienie lub powściąganie niedobrej

wewnętrzności, stąd pojmuje się, że każda suspenda albo zak

łócenie tego somatycznego procesu może uwolnić właśnie pomyślnie

dobrze usposobionego jako zbrodniarza. - Ale rozumie się także

z tego powiedzianego, że nie jest straszne, każde przez suspendę wią-

żącej akcji ziemi uwolnione, aż do tego i tylko wewnętrznie zaistnia-

łe, nazywające ziemskie lub telluryczne życie albo też wykluczające

życie uczuciowe.

10 Przypomina się przy tym owa piękna legenda Wschodu, wedle której

rajski człowiek mógł trawić w ustach i rozmnażać się przez serce

dzięki pocałunkowi.

11 Możliwa trojaka relacja tych obu tynktur albo potencji życia doprowadza

nas z niej samej do pojęcia potrójnego życia, w którym owe

albo łączą się zupełnie, albo stoją w zupełnej opozycji lub są w stanie

środkowym między obiema. To daje potrójny ternar: - 1) Trójjedno

w harmonii, 2) Trójjedno, 3) Trzy dziejące się bez tego jednego (któremu

nie wbudowuje się ta jedność). Nie-jedno (wypróżniona z jedności,

bezistotna forma jedności) jest czymś innym, a to przeciwjednym.

Pod tym względem można też powiedzieć, że w każdym regionie

życia genitor i genitrix nie mogą się od siebie wzajemnie oddzielić

lub znaleźć się w opozycji, bez rozdzielenia obojgu od genitusa, kochaj

ąc (uatrakcyjniając się) tylko w tej, jak tylko w nim się nienawidz

ąc (mnożąc). I to prawo obu tynktur życia obowiązuje zarówno dla

ich immanencji (w której powodują one wrodzenie i samozachowanie),

jak i dla ich emanencji (np. w rozmnażaniu się). Nie można zaprzeczyć,

że dawniejsi niemieccy badacze natury (alchemicy), mianowicie

czynili oni jako nowatorzy głębsze spojrzenie w tajemnicę identyczności

tych zachowujących indywidualne życie i bycie i rozmnażaj

ących je potencji, wśród których tylko fizjolog radca dworu i profesor

Doellinger, jak znajduję, stanowczo wyjaśnił ową identyczność

płodzących, tworzących i zachowujących (towarzyszących) potencji.

Ci dawniejsi badacze natury dowodzili w dualiźmie potencji płciowych

już owe wewnętrzności i zewnętrzności, duchowości i cielesności,

niewidzialności i widzialności każdego istniejącego zdaniem:

Pater in Filio, filius in matre - tak jak autor Mystere de la croix

wypowiedział spełnioną unię obu tych tynktur w następujących wersach:

24

Sponsa ministrat aquas e coelo, sponsus at ignes

E Fundo profert, dum pius ardet amor.

Ignis aquae junctas, creat ex hoc semine lumen,

Hine mas virgineus, mascula virgo cluit.

Muszę jeszcze zwrócić uwagę na podwójny sens słowa: Ojciec, w ten

sposób że rozumie się pod tym raz androgyniczną zasadę, raz znowu

też tylko pewien jej czynnik płodzący. Także Jacob Boehme pozwala

wyjść mądrości z bezprzyczynowego, i tę samą znowu ujmować z niego

i w nim. Dlatego Syn znaczy ujętą mądrość (ujęte oko). Pater

i mater występują zresztą tylko przy produkcji emanentnej.

12 Na dowód, jak dawniejsi teolodzy myśleli o pochodzeniu samczyka

i samiczki u człowieka, może posłużyć następujący ustęp ze

Szkota Erigeny (De Divisione Naturae): "Homo reatu suae praevaricationis

obrotus, naturae suae Divisionem in masculum et feminam

est passus et quoniam ille divinum (angelicum) modum multiplicationis

suae observare noluit, in pecorinam corruptibilemque ex masculo

et femina numerositatem justo judico radactus est. Quae divisio

in Christo adunationis sumpsit exordium, qui in se ipso humanae

naturae restaurationis exemplum et initium veraciter istiendit et futurae

restaurationis similitudinem praestitit”. Zresztą skoro w lib.

sapientiae mówi się o wyjściu (przestawieniu lub wystawieniu) logosu

(mądrości) jako pomocy stworzenia, tedy wyraża przecież to

"verbum apud deum” w Ewangelii Jana znowu tylko tę samą myśl.

ó Scimus quod facimus, facimus quod sumus; ergo scimus quod

sumus. Wyjście słowa jest z powodu wejścia, to znaczy tej dla mnie

ze słowa wynurzającej się myśli. Działanie (mówienie) warunkuje

odbieranie (słuchanie), wyjście (logoV ekthatoV) wejście (logoV

enthetoV) i vice versa. Myślenie jest słuchaniem. Dlatego tylko

mówiąc (albo o kimś innym mówić [naśladować]) mogę myśleć

uczynione. Nauka o tym logoV enthetoV i logoV ekthetoV ma

przeto podstawę w libro Sapientiae tak jak i w Ewangelii Jana. ó

Przy (spółkowaniu). Jest prawem wszelkiej produkcji, że producent

zakłada (przekłada) swą pomoc produkcyjną, aby w conjunktion

(ujęciu) wytworzyć z nią ten produkt (którego ostatnie wyjście musi

więc być odróżnione od owego pierwszego wystąpienia, czego np.

nie czyni Hegel). - Tutaj da się zatem pomyśleć podwójne postępowanie,

mianowicie 1) że niższe ujmuje w pomocy produkcyjnej coś

25

wyższego, aby produkować, lub 2) że wyższe chwyta się tego niższego,

z czego widać, jak Lucyfer i Adam omylili się w wyborze

pomocy produkcyjnej i dlatego St. Martin powiada: que líhomme

a transpose son amour; - bo jeśli produkowanie jest wyjściem,

tedy zapośredniczająco zakłada pewną bazę jako wyjście (płodzenie),

i Adam miał ochotę na niższą bazę. Filius Dei nie jest zbity

z tropu tym Filius Deus, ani z nim rozdzielony. - Skoro Eklezjasta

mówi (1, 5): Fons Sapientiae Verbum Dei in Excelsis, tedy rozumie

się pod ostatnim tego logos enthetos. Ale skoro wedle powyższego

wejście (wrodzenie, samowypełnienie) i logoV enthetoV zawsze

warunkują wyjście (działanie) tego logoV ekthetoV (Sofia) i vice

versa, to obowiązuje to już dla Boga (jako ternara) i pominięte przez

stworzenie lub wystawienie tego logosu jako pomocnika tworzenia.

ó Tutaj musi więc być przyjęte nowe wystawienie, ale któremu

wydaje się też odpowiadać nowe wejście.

13 Dusza mężczyzny jest bardziej umysłowa, zaś duch kobiety bardziej

psychiczny.

14 Serca, obejmowania, pocałunku nie zna zwierzę. Wzajemne obejmowanie

(Ja w was, w waszych objęciach lub uścisku, a wy we Mnie)

jest czymś powodującym tę unię, dlatego unia wyższego i niższego

odbywa się tylko dzięki wyrównaniu. - Amor descendendo elevat.

ó święty Bernard nazywa Ducha świętego pocałunkiem Ojca i Syna.

Oboje całujących rzeczywiście uduchawia się razem i przez unię obu

uduchowionych oddziaływuje w obu coś powstającego. (S. Esprit des

choses I s. 105). Kiedy Ojciec jest aktywny, Syn zaś pasywny, wtedy

oni oboje są aktywni, w ten sposób że uduchawiają ducha, a gdy oboje

pasywni, wtedy znoszą oddziaływanie tego stanu. Stąd można powiedzieć,

że ogień swym ognistym tchnieniem całuje wodę, ta zaś swoim

wodnym tchnieniem ogień, których unia daje powietrze (Merkuriusza

lub Androgyna), która budzi znowu oboje. - Kiedy aktywne a i pasywne

b oddzielają się (odróżniają z C), tedy nie wchodzą znowu bezpośrednio

w C, lecz przez zapośredniczenie pewnego wspólnie odróżnionego

trzeciego, c. - Pocałunek albo duch warunkuje wzajemne

obejmowanie się, bowiem nie sam Ojciec i Syn (mężczyzna i kobieta)

znajdują się w pocałunku lub za pośrednictwem pocałunku znowu

w jednym, lecz oboje i duch, czyli trzech w jednym, z którego różnicuj

ąc się natychmiast ponownie starają się wyjść.

15 Czemu tym mniej wolno dziwić się, gdyż przecież wszędzie w życiu

doczesnym poruszają się skrajności, rozkosz graniczy z cierpieniem,

geniusz z szaleństwem, czyn bohaterski ze zbrodnią, zaś niebo z

piekłem.

16 Jak mi mówi p. profesor Schubert, Dzbanek w jego pismach oznaczał,

iż w starym micie wielokroć są porównywane wąż i małpa.

Zresztą wynika nam to również dzięki temu znaczeniu za pośrednictwem

genezy przekleństwa wprowadzonego przez człowieka w naturę.

Mianowicie człowiek tę drugą, koniecznie mocniejszą i niejako

fantazmagorycznie doprowadzoną do ostateczności pokusę wytrzyma

łby, gdyby ten sam nie ustalił się tylko (jako mężczyzna i kobieta)

w rajskiej naturze i regionie, lecz sam uwolnił kuszące zwierzę,

a mianowicie to w pierwszym rzędzie mocą złego, aliści tym samym

wprowadziłby powierzoną mu odnowę całej natury, to jest człowiek

wykluczyłby i odseparowałby w tym samym stosunku oddziaływanie

"owego deprawatora i mordercy od początku” w siebie i w tę naturę

na zawsze, w jakim stosunku odwrotnie przez swoje wejście w tę naturę

lub przez swój upadek w nią, otwierając siebie i ją owemu oddzia

ływaniu, na skutek uchylenia błogosławieństwa wnosząc w nią

złorzeczenie lub przekleństwo. Skoro mianowicie Genezis w pierwszym

rozdziale stawia człowieka na pana natury, tedy ona ustanawia

go (quia salus populi gloria principis) tym udzielającym błogosławieństw

dobroczyńcą i opiekunem (cultivateur) tej samej, i udowadnia

nam przez to ona w religijności albo w miłości człowieka do Boga

źródło miłości człowieka do natury, tak jak w tej miłości prawdziwą

zasadę kultury. Bowiem, skoro apostoł mówi, że kto nie kocha swego

brata (bliźniego), ten nie kocha również Boga, i odwrotnie, tedy trzeba

też powiedzieć, że kto nie kocha i nie pielęgnuje natury, nie kocha

także swego bliźniego i Boga, zaś z tego powiązania kultury z kultem

daje nam niezbity dowód zarówno historii kultury u ludów przedchrześcijańskich,

jak i w szczególe u chrześcijańskich.

ZDANIA Z FILOZOFII EROTYCZNEJ

Religia i miłość, w jakim stopniu są ściśle ze sobą spokrewnione,

należą niezaprzeczalnie do najdostojniejszych darów życia, które

przy rozumnym używaniu przynoszą szczęście tego samego, przy

nierozumnym używaniu zaś nieszczęście tegoż zarówno indywiduum

jak i społeczności. Dlatego należałoby mniemać, że człowiekowi

nic bardziej nie powinno leżeć na sercu niż jasne zrozumienie

obu tych przedmiotów. Jedynie ulubiona gnuśność ducha i umysłu,

tak jak stary przesąd, odgrzany ponownie przez Rousseaua i Jacobiego

ó że mianowicie człowiek przestaje odczuwać, wtedy jak

zaczyna dochodzić do myślenia albo do zrozumienia - przyczyni-

ły się znacznie do zachowania ludzi w większej niewiedzy o religii

i miłości niż o jakimkolwiek innym przedmiocie życia. Religia

i miłość, powiada się, są wyłącznie sprawami serca, przy których

niczego nie da się dociec, to jest pomyśleć, które przeto uzyskuje

i zachowuje się tylko przez powstrzymywanie myślenia, można uprawiać

je tylko poza ślepą empirią. Stąd nic dziwnego, jeśli u tylu

ludzi zarówno ich religia, jak i ich miłość zachowują się wyłącznie

w pewnym chiar oscuro ich umysłu.

1. Jeśli istotę miłości słusznie stawia się w bycie zjednoczone

i harmoniczne, w dopełnienie i wzajemne uzupełnianie się jednostek

przez ich wstąpienie i upodmiotowienie pod coś społecznie

wyższego - Erosa, bowiem każda unia spełnia się tylko w pewnym

upodmiotowieniu; tedy trzeba mieć na uwadze: a) że tylko

nierówne jest zdolne do wyrównania i potrzebuje go, jak bowiem

27

28

akord dają nie tak samo brzmiące (unisone), lecz tylko dźwięki

odróżniające się, tak jak b) że ten akord, harmonia i współbrzmienie

nie odbywa się ani p r z e d rzeczywistym wyrównaniem, ani po

nim, lecz w nim jako aktualność, i że miłości nie można zrozumieć

poza kochaniem, jedności (unitas) poza jednaniem (unire), jak życia

(vita) poza życiem (vivere); i wreszcie trzeba c) dla każdej mi-

łości, tej stworzenia do Stwórcy jak i tej do stworzenia wyróżnić

dwa stadia albo momenty, gdzie w tym p i e r w s z y m zakochani

znajdują się najpierw jeszcze tylko w unisono, w nie doświadczonym

jeszcze i nie wypróbowanym stanie swej miłości, w którym

wprawdzie nie zauważa się jeszcze zróżnicowania, ale której stan

wnosi w sobie zróżnicowanie, kruchość lub śmiertelność tej unii,

którzy najpierw radykalnie muszą zostać rozdzieleni, żeby ona (mi-

łość) była w stanie wejść w d r u g i e stadium prawdziwego akordu

i swego zistoczenia.

Niewątpliwie wiele uzyskałoby się dla filozofii erotycznej, gdyby

dotarło się do zrozumienia, że miłość (do Boga, jak i do człowieka)

nie jest tylko i wyłącznie czymś danym lub pozwalającym

się dać, czymś do znoszenia tylko w pasywności i bezczynności,

lecz, jako miłość prawdziwa (amor generosuV) jest ona pewną

równoczesnością, i staje się tylko przez zapośredniczenie czegoś

bezpośrednio danego, nie bez aktywności zakochanych, tj. że pewna

najpierw tylko dana miłość przy całym wdzięku i wszelkiej przyjemności

jej niewinności nosi jednak w sobie tę słabość, a nawet

śmierć, której radykalne zniszczenie nie jest zatem dane zakochanym,

lecz powierzone im jako pewien problem do rozwiązania1.

Miłość jako unia przyjmuje zresztą odmienny charakter, zależnie

od tego czy w jednającym znajdują się oni pomiędzy sobą czy naprzeciw

siebie, i z tego punktu widzenia już w jednym z wcześniejszych

zamieszczonych w tym czasopiśmie artykułów (o powiązaniu

kultu z kulturą) zostało udowodnione drzewo genealogiczne

miłości, mianowicie powiązanie miłości do Boga, człowieka i natury.

2. O tym wymazaniu zróżnicowalności jako śmiertelności bezpośredniej

i wyłącznie naturalnej miłości trzeba stwierdzić, że

29

ono samo jest możliwe na dwa sposoby. Chodzi mianowicie po

1) w przejściu z pierwszego stadium w drugie nie o rzeczywisty

wybuch lub o trwałe ukształtowanie zróżnicowania czy rozdwojenia,

lecz tylko o domaganie się tego ostatniego, zaś takie domaganie

się jako takie jest przezwyciężane przez zakochanych, bowiem

dzięki temu przezwyciężeniu okazuje się ona wychodzić z tej pokusy

i o tyle nie do wypróbowania; pokusa, jaka przez to okazuje

się niejako warunkiem do powstania ich prawdziwej miłości,

w skutek tego czymś koniecznym. Albo po 2) zakochani nie obstaj

ą przy tej pokusie, wymóg rozdwojenia nie jest przez nich przezwyciężony,

i co wynika z tej pokusy urzeczywistnia się efektywnie

poza nią. W takim przypadku (który określa się także jako odpadnięcie

zakochanych) następuje przeto już nie tylko zanik zróżnicowalności,

lecz rzeczywiste wymazanie różnicy, i takie wymazanie

nazywa się pojednaniem.

Zresztą kiedy tutaj bezpośrednio daną miłość nazywa się naturaln

ą, tedy tego słowa natura używa się tutaj w tym samym sensie,

w jakim to samo przyjmuje apostoł Paweł, kiedy mówi, że pierwszy

bezpośrednio stworzony człowiek jest naturalny, z którego przez

zniesienie tej bezpośredniości powinien wystąpić człowiek duchowy.

Dlatego tylko w tym sensie pośrednia miłość jako zaistniała

prawdziwie i duchowo nie jest już wyłącznie naturalną, lecz ponadnaturaln

ą, wolną od natury, ale nie pozbawioną natury, tak jak

świętość w sakramencie jest wolna od natury, nie zaś pozbawioną

natury, i dlatego też tę drugą miłość można nazwać urodzoną po

raz drugi lub ponownie, w której stosunek zakochanych okazuje

się inny od tego samego, jaki okazał się w pierwszym stadium ich

miłości. Na przykład w miłości Boga Stwórca dopiero w tym drugim

stadium oznajmia i objawia się jako istotny ojciec swego stworzenia,

a to swego dziecka.

3. Kiedy przejście z pierwszego stadium miłości w drugie w owym

pierwszym oznaczonym powyżej przypadku było wolne i bez zahamowań,

tedy nie jest ono już tym w drugim przypadku, mianowicie

w i po zaistniałym odpadnięciu zakochanych. Tutaj jest coś nowego,

powstanie pozytywnego hamowania i reagowania, bez których

30

usunięcie, zniesienie lub rozwikłanie owego przejścia nie jest już

więcej możliwe. Słowo grzech [s¸nde] pochodzi od dzielić, rozdzielać

(asunder), i dlatego rozumie się słuszność owego twierdzenia,

że ten oddzielający nas od Boga grzech ze względu na nas bez

wątpienia jest czymś realnym, jak również że twierdzi się, iż

w każdym przypadku odstąpienia jednego z zakochanych odstępuj

ący postawił coś pozytywnie hamującego między sobą a ukochanym,

i dlatego znajduje się z nim w określonym napięciu2; z tego

powodu potem też ta jednająca zasada lub przyczyna jest przedstawiana

jako to rozwiązujące, od siebie wybawiające napięcie.

4. Tedy ta postawa (wgląd lub sprawozdanie) stworzonego do

stworzonego jest określana przez jego stosunek do Stwórcy, czyli

tu człowiek istnieje tylko i wyłącznie z człowiekiem i z naturą, i, na

skutek swego odpadnięcia od Boga zrywając z nim, nie inaczej, jak

przez zapośredniczenie pojednania znowu może dojść do prawdziwej

miłości do Boga, stąd jest też w stanie wstąpić do prawdziwej

miłości do ludzi i natury nie inaczej, jak przez to samo medium

pojednania, ponieważ swobodne przejście z pierwszego stadium

miłości w drugie jest dla niego zamknięte.

5. Pojęcie pojednania jest mianowicie owym wzajemnym pojednaniem

Boga z człowiekiem i wynikającym z tego pojednaniem

międzyludzkim, w ten sposób że odstępują oni od owej przenikliwej

siły, nie w niej, lecz w tej pojednawczej sile wzajemnie od swej

wrogości i rozdwojenia, tak jak od owej naturalnej bojaźni, o której

wielokroć mówił Goethe, jako o pewnej bojaźni wobec natury, jako

o pewnej obcej człowiekowi, niesamowitej, nawet chytrej i nigdy

w pełni nie zadawalającej go mocy. Gdzie więc zawsze trwa prawdziwa

miłość, lub gdzie ta rzeczywiście przeszła z pierwszego stadium

swej niebezpośredniości w to drugie wyższe, tam u podłoża3

leży ten sam religijny (urzeczywistniający), rozwiązujący lub zbawiaj

ący czynnik (agens).

6. Co pojednanie może i osiąga w miłości, o tym przekonuje nas

już codzienne doświadczenie lub porównanie tej miłości przed i po

lub raczej w pojednaniu, i choć jest pospolitym przesądem, że owa

miłość byłaby tą najlepszą, w której zaraz od początku nie miałyby

31

miejsca żadne nieporozumienia, spory lub awantury, przeto także

żale i przeprosiny, które w swym spotkaniu sprawiają to pojednanie,

stąd wszakże nie można zaprzeczyć, że także najlepsza miłość

nie jest podobnie zestrojona, lecz łączy zestrojone umysły, które

równoważyły się tylko przez zapośredniczenie unieważnienia niekiedy

rozwijającego się dopiero zróżnicowania. I kto nie poczynił-

by doświadczenia, że w miłości do przyjaciela, jak i do kobiety i do

rodziców przyprowadza często tylko najintymniejsze i najmocniejsze

żale, i że tylko ta przy sposobności takiego zerwania lub odpadnięcia

wytoczona i ofiarowana krew serdeczna oddała spoiwo do

owych głębokich i trwałych żalów. Kochała ona wielce, rzekł Pan

o swej najdelikatniejszej przyjaciółce, toteż wiele zostało jej przebaczone.

7. Jednakże jeśli w taki sposób widzimy miłość w jej do speł-

nienia zmierzającej dialektyce przechodzącą stadia od pokusy do

niewierności (grzech - bowiem każda niewierność w odniesieniu

do zakochanych jest grzechem), boleści skruchy i upokorzenia

przebaczenia, tedy musimy zauważyć, że tutaj jest mowa tylko

o dobrowolnie przyjętej boleści i o dobrowolnie przyjętym upokorzeniu,

ponieważ, jak długo obie nie są jeszcze wolne i odbywane

tylko od zewnątrz, mogą one powodować tylko przeciwieństwo

miłości. Tak jak wyrzuty sumienia (albo imperatyw moralny4)

jako takie nie poprawiają grzesznika, i stąd szatani dlatego

nie mają religii lub miłości do Boga, ponieważ dygocąc wierzą

w Boga, to znaczy nie mogą powtrzymać się od tej wiary lub tego

przekonania.

8. Skoro słusznie mówi się, że miłość jest blisko spokrewniona

ze współczuciem, albo kiedy Platon nazywa ją córką obfitości

i ubóstwa, tedy można to także wytłumaczyć w tym kontekście,

że miłość jest córką przebaczenia i skruchy, to jest pojednania,

gdyż tylko bogaty umysł przebacza, a tylko ubogi potrzebuje

przebaczenia. Ale my nie jesteśmy w stanie przebaczać i żałować

w granicach naszej naturalnej jaźni i odosobnienia, lecz tylko w tej

mocy miłości przenikającej i rozszerzającej te granice, to jest Boga,

który jest miłością.

32

Dlatego gdzie zawsze między ludźmi spotykają się szczera skrucha

i przebaczenie jako te czynniki jednające, tam ludzie ci nie są

tym, którzy sami (ex propriis) powodują to pojednanie, lecz wstą-

pił pośród nich pewien wyższy czynnik pośredniczący, któremu oni

poddali się wspólnie, i który temu jednaniu dał bogactwo przebaczenia,

temu drugiemu zaś siłę pokusy, i dlatego każdy prawdziwy

akt pojednania musi być pojmowany jako pewien religijny, zaś ów

zapośredniczający wyższy czynnik za manifestujący się5.

9. Takie właśnie sformułowane zdanie, że ten czynnik zapośredniczaj

ący albo mediator zawsze stoi wyżej niż ten w elementach

zapośredniczających, obowiązuje powszechnie. Tak np. objawienie

zapośredniczającej i jednającej miłości trzeba uznać za głębsze

objawienie Boga niż owa jego sprawiedliwość (prawa), z jaką może

zapośredniczać stworzenie. I właśnie dlatego okazuje się, że oto

w każdej społeczności regent i rządzeni są w stanie istnieć tylko

dzięki zapośredniczeniu w organicznie wolnej unii (której naruszenie

idące z góry w dół nazywa się despotyzmem, zaś z dołu do góry

ó buntem), może być tylko pewną wyższą, ponad obojgiem istniej

ącą, przeto duchową lub moralną mocą, to jest ową należącą do

religii, która sprawia to zapośredniczenie. Dlatego za powierzchowne

i niegodne trzeba uznać wszystkie owe politologiczne teorie,

które mniemają móc wyjaśnić stan pierwotny, trwanie i odnowę

państwa naturalistycznie i bez religii i jej pośredniczącej, urzeczywistniaj

ącej i jednająco zrównującej mocy; czyli nie pojmują oni,

że także społeczność przez przyjęcie zasady religii miłości jest powo

łana do przejścia z pierwszego stadium (jej naturalności) w to

drugie wyższe.

10. Ale co dotąd powiedzieliśmy skutecznego o pojednaniu jako

skrusze i miłości, zawiera swe zupełne potwierdzenie w tym, że

1) pojmuje się, iż to pojednanie cofa upadłego człowieka nie tylko

w stan niewinności lub w pierwsze stadium jego stosunku do

Boga, lecz że natychmiast przenosi go w to drugie stadium miłości

i 2) wraz z tym, iż poznaje się owo ogólne prawo życia, wedle

którego każda organiczna skrucha jest serdeczniejsza i trwalsza

niż była wcześniejsza uchylona unia, a to dlatego, że ta jednająca

33

zasada przy sposobności odbywającego się rozdzielenia lub też

tylko wymogu tegoż, ujmuje się w sobie głębiej w pewnej nowej

emanacji, i za pomocą tej głębokiej, z siebie zaczerpniętej emanacji

wiąże z sobą to w jednającym w tym samym stosunku głębiej

i serdeczniej. Dziecko, jakie uratowaliśmy od fizycznego

i moralnego zepsucia, stało się nam bez porównania wartościowsze

i droższe dzięki temu ocaleniu, a to poczucie zdrowia po przetrwaniu

ciężkiej choroby przewyższa ogromnie owo sprzed tej

choroby. Tak mówi Pismo, że większa radość w niebie jest z powodu

jednego nawracającego się grzesznika niż z powodu dziewięćdziesięciu

nawrócenia nie potrzebujących sprawiedliwych.

I dlatego przyglądamy się w organiźmie każdemu nowemu uszkodzeniu

tego samego przez zgrubienia lub blizny w celu do zaleczenia

ich na przyszłość.

11. Jednak aby to wypowiedziane tutaj prawo tych pod pretekstem

reakcji coraz głębiej czerpanych emanacji życia natychmiast

pojąć i udowodnić w jego najwyższym znaczeniu i manifestacji,

musimy zauważyć, że przecież sam Bóg w swych trzech występuj

ących po sobie emanacjach, które oznaczają trzy epoki świata,

podlega temu samemu prawu. Skoro mianowicie nie można zaprzeczyć,

że pojawienie się lub posłanie człowieka na ten świat poprzedza

ło przeciwne bycie włamania się tego samego (niejako le lendemain

díune bataille, jak powiada pewien francuski pisarz), z powo-

łaniem odnowienia i zrównania pewnego rozstrojonego i wpadają-

cego w siebie inteligentnego i nieinteligentnego uniwersum pojawia

się najpierw w nim, i skoro dalej nie można zaprzeczyć, że Bóg

przy sposobności owego pierwszego rozłamu ujął się głębiej

w emanacji człowieka, to jest właśnie tak pewne, gdyż, z powodu

drugiego odpadnięcia albo owego upadku człowieka, Bóg ujął się

w trzeciej, najgłębszej emanacji swojej najintymniejszej istoty (mi-

łości czyli Jezusa), dzięki której ostatnia emanacja zapoczątkowała

dopiero cel tego teraz nierozerwalnego połączenia stworzenia ze

Stwórcą lub Boga ze światem a zarazem z najwyższą elewacją stworzenia

i mogła się umiejscowić. A mianowicie tak, że także tutaj,

jak już zostało powyżej zauważone, tylko wylana i ofiarowana krew

34

serdeczna dała spoiwo do takiego na wieki rozciągającego się pojednania.

12. A z tą ofiarą krwi także krew serdeczna (ameprince) każdego

poszczególnego człowieka stała się znowu płynna a przeto swobodnie

objawiana, i człowiek dzięki temu wyzwolił i zbawił się od

owego skostnienia swej jaźniowości, która do tego czasu uniemożliwia

ła mu przejście z owego pierwszego stadium miłości w to drugie.

Ta dawniej wszystko wykluczająca i dlatego prawie zamknięta

osobowość człowieka dzięki temu ciepłu boskiej krwi znowu zosta

ła otwarta, i tylko, skoro Bóg ofiarował się człowiekowi, także

ten jest w stanie swobodnie ofiarować się nie tylko Bogu, lecz przez

niego i w nim również swobodnie człowiekowi, i zupełnie bez tej

podpory jaźniowości i z tą możliwością kochać Boga, została dana

człowiekowi ta możliwość zarówno człowieka jak i natury.

13. Jeśli owa trzecia (oznaczona w zdaniu 11) epoka świata rzeczywiście

się pojawiła, tedy to bycie pojawione musi dać się

udowodnić i wykazać6 w porównaniu możliwości ludzi do kochania,

jak oni sami ukazują się przed, albo poza i w chrześcijaństwie.

I w istocie należy np. tylko owe obyczaje, zwyczaje, i instytucje

społeczne i prawa, jakie dotyczą miłości płciowej (małżeństwo),

porównać między sobą ludy niechrześcijańskie i chrześcijańskie,

aby przekonać się o prawdzie naszego twierdzenia. Tedy nawet

w tym, co w nie frywolnym sensie nazywa się galanterią, ukazuje

w przedchrześcijańskich, w chrześcijańskich i w naszych po części

pochrześcijańskich czasach tę samą niewątpliwą różnicę. Jak przeto

kobieta dzięki chrześcijaństwu doszła do mieszczańskiej wolności

i czci, tedy płeć kobieca musi być oddana chrześcijaństwu jako

opiekunka miłości zarówno ze względu na tę wielką przyczynę

i jego samego strzec, a to również dlatego, ponieważ tylko te z Bogiem

pojednanie i przez to pojednanie z nim jednolite umysły są

w stanie pojednać się także naprawdę między sobą, to znaczy kochać.

14. Dlatego nazywam kobietę opiekunką miłości, ponieważ jak

wiadomo u mężczyzny inicjatywę ma nie miłość, lecz pożądanie,

miłość zaś postępuje tylko za tym pożądaniem, podczas gdy (w sta-

35

nie normalnym) u kobiety pożądanie słucha miłości, jak bowiem ta

ostatnia z obojga w ogóle jest mniej zdatna do abstrakcji niż mężczyzna.

Co przeto pod tym względem świadomy mężczyzna daje

kobiecie (pożądanie), jest czymś gorszym, lecz co ta ostatnia daje

temu pierwszemu (miłość), tym lepszym; i z powodu tej zasługi

kobiety w miłości płciowej nie można jej przypisywać ani jej nadużywania

(abasus optimi pessimus)7 prawomocnego zarzutu ani

uwagi, gdyż przecież kobieta jest właśnie tym, która w mężczyźnie

wznieca żądzę, a mężczyzna jest tym, w którym zapala się miłość

dziewicy, ponieważ ta mianowicie jest tylko bezwiedną (niewinną)

budzicielką żądzy w mężczyźnie, któremu za to ona świadomie

oddaje miłość.

15. Ta w swej czystej naturalności zachowująca się miłość płciowa

nie jest w stanie obu tych elementów tej samej wprowadzić aż

do jej prawdziwej i pełnej jedności jako wzniosłości i pokory, ona

nie jest w stanie uwolnić osobowości od rzeczowości, i gdzie zawsze

uskuteczniała się ta jedność, miłość przyjmowała jeszcze charakter

religijny. Jeśli się pomyśli, że te same elementy występują

jako siły płciowe rozdzielenia i opozycji, a to niejako w dzikim

małżeństwie, tylko jako swawola (pycha, żądza władzy) i nikczemność

(żądza zniewolenia), i że właśnie te dwie potencje są wrogimi

społeczeństwu siłami, tedy rozumie się, jak miłość płciowa działa

przez religię jako zachowująca społeczeństwo i rozgrzeszająca je

dzięki rodzinie, jako azyl religii jak i miłości.

16. Tak jak miłość płciowa wstępuje w swe drugie stadium,

a przez to przyjmuje charakter religijny, tak zawiera też owa wspólnota

dóbr (communio bonorum et malorum) wśród zakochanych i

siebie poślubionych pewne wyższe znaczenie8. Najwyższe dobro

życia (summum bonum) dla człowieka mianowicie nie jest niczym

innym, jak żeby już w ziemskim lub doczesnym życiu zaczął urzeczywistniać

lub realizować pewne pierwotne boskie założenie, jeszcze

raz swą ideę jako obrazu Bożego, a przez to swoje połączenie

z Bogiem, które dla niego tymczasem, jak dowiedzieliśmy się, jest

możliwe tylko dzięki pojednaniu z tym ostatnim. Wstępując jednak

w przymierze miłości kochanek jak i ukochana rezygnują z tego

36

jedynego samospełnienia, i oboje wchodzą w solidarną wspólnotę,

zarówno w solidarną wspólnotę, i to w dążeniu i zmaganiu się o to

spełnienie, jak i w boleści prolongaty tego samego, i w przyjemności

już po części jest osiągnięte, tak że proces pojednania jest też

dla nich czymś bardziej wspólnym, i można rzec, że wierna miłość

pod tym względem idzie za ukochanym aż do samych bram piekielnych.

17. Skoro dlatego ci zaślubiający się fizycznie, wchodząc w bycie

gatunku albo we wspólną naturę płci, zawierają swój związek

nie tylko dla siebie (separatystycznie), lecz ci sami kontynuują się

w gatunku (w dobrym i niedobrym sensie), tedy to kontynuowanie

zawiera bez porównania wyższe znaczenie, jeśli ono jako kontynuacja

odnowy bożego obrazu w człowieku a przeto jako błogosławieństwo

okazuje się dla całej ludzkości, tak jak odwrotnie jako

przekleństwo dzieje się w tym dla tego pokolenia.

17. Wreszcie z tego wyższego stanowiska wskazuje także owa

naturalna fantazmagoria miłości płciowej, przez którą zakochani

w pierwszym stadium swej miłości wydają się wzajemnie piękniejsi,

godniejsi miłości i lepsi niż są - na pewne wyższe znaczenie.

To zachwycenie lub to zauroczenie jako wyidealizowanie miłości

powinni mianowicie zakochani rozważać i przyjmować tylko jako

pobudzające wołanie i powołanie, aby przez wspólny wysiłek stało

się ono intymne i prawdziwe, na co niejako w świetlnym zwierciadle

wskazuje im jasnowidząco ta w ich aktualnym położeniu fantazmagoria,

zamiast tego, jak to dzieje się zazwyczaj, by tej ulotnej,

rychło w szarą chmurę zatracającej się jutrzenki miłości nadużywać

wyłącznie we wzajemnym, bezczynnym, próżnym i błahym

zwierciadle egoizmu.

Jacob Boehme udowodnił, że i jak, skoro człowiek pożądając

ziemskiego, a zatem ze swego dziewiczego obrazu Bożego został

przekształcony i przeobrażony w obraz mężczyzny i kobiety, jednak

ta dziewica (Sofia lub niebiańskie człowieczeństwo) znowu

stawiła mu się w światło życia lub przedstawiła jako świecąca nocą

gwiazda (anioł lub przewodnik), a to jako w i z jego nędzy (obcości)

znowu wskazująca mu utraconą ojczyznę (mądrość jest mędr-

37

czynią). Jako taki pomocnik (aide), mędrzec, oświecony i wódz

znajduje się zatem ta dziewica zarówno w każdej duszy mężczyzny

jak i w każdej kobiecej duszy. Ale kiedy ta sama łaczy się szczególnie

i solidarnie w duszy męskiej i kobiecej, tedy dzięki temu są

zawarte zaręczyny i związek prawdziwej miłości i małżeństwa, jak

już w w następstwie syderycznej fantazmagorii pojawiła się ta solidarność

i identyczność dziewicy jako ten sam wewnętrzny pomocnik

i anioł obojga kochankowi pod postacią samej ukochanej, zaś

tej pod postacią ukochanego. Jak zatem to najczęściej z winy (nieczystości,

niewierności i bezrozumności) zakochanych czyni zrozumia

łą przez nich nie ustalona przenikliwość niebiańskiej dziewicy

ekstazą miłości i jej srebrzystym widokiem. Wyższy, czas rozszerzaj

ący cel miłości jest więc właśnie solidarnym przywróceniem

(inkarnacją) tego dla człowieka w bezcielesnym duchu zaistniałego

obrazu Boga lub dziewicy w obu zakochanych, czym oni oboje

odradzają się bożymi dziećmi. I tak jak wyblaknięcie obrazu Adama

lub jego przeobrażenie w obraz mężczyzny i kobiety nastąpiło

najpierw wewnętrznie, a potem cieleśnie dopełniło się na zewnątrz,

(co w Genezis jest tłumaczone snem Adama i zażegnaniem jako

wypadnięcie Bożego obrazu, tak jak i obudzeniem albo powstaniem

w obrazie mężczyzny i obrazie kobiety), stąd zatem odnowa

obrazu Bożego musi nastąpić przez ponowne wymazanie przeobrażenia

najpierw wewnętrznie, jeszcze w tym ziemskim zewnętrznym

życiu i ciele, to znaczy miłość powinna być pomocna mężczyźnie

z jego połowiczności dopełnić się wewnętrznie w całym

obrazie człowieczym, jak i kobiecie. Tak że przeto tej niechęci lub

krzyża nie można oddzielić od miłosnej żądzy, ponieważ człowiek

z niechęcią znowu musi z tego wyjść, skoro wstąpił w to z żądzą.

Jak więc właśnie ta jeszcze abstrakcyjna wewnętrzna męskość

i kobiecość, które jako samolubne zaprzeczają miłości, są krzyżem,

jaki zakochani w doczesnym życiu niosą wspólnie i muszą być sobie

pomocni w tym znoszeniu. Ten proces powtórnych narodzin

(religia) miłości w dwóch zakochanych przedstawia się dramatycznie,

i w walce z jego antagonistą (szatan bowiem jest wrogi mał-

żeństwu lub miłości, ponieważ jest przeciwny powtórnym narodzi-

38

nom) dałby oczywiście zarazem coś bardziej prawdziwego i poetyckiego

niż wszystko, co wszyscy poeci nam dotąd potrafili dać

o miłości, gdyż bez wyjątku w misterium miłości byli zupełnie ślepi

lub najwyraźniej go nie zauważali.

Te zdania z filozofii erotycznej mogą dostarczyć też zresztą przyczynku

do wykazania możliwości takiej nauki z jej rzeczywistości,

aby owemu zawsze powracającemu, gdyż częściowo z głupoty,

częściowo zaś ze złości ciągle na nowo uprawianej gadaninie

o zbędności tej nauki w i dla miłości położyć kres, gdyż przecież

nawet nikczemność tego tylko ziemskiego tak jak i doskonałość

niebiańskiego Erosa polega na tym, że ów jest ślepy, ten zaś uzdrawiaj

ący.

(Przypisy)

1 Dzięki temu uwalnia się od nudnych przedstawień miłości jako bezczynnego

używania zarówno w ascetyce jak i w romantyce, i rozumie

się, dlaczego szczęście, jakiego jeszcze zażywa niewinność, jest najpierw

tylko przypadkowe, niezasłużone, które przeto ma przy sobie

niepewność (z jego przypadłości). Dii, mówili starożytni, omnia laboribus

(doloribus) vendunt.

2 W języku staroniemieckim mowa napięta i sprzeciwianie się są uważane

za jednoznaczne. A co się tyczy słowa pojednanie, znaczy to

samo odnośnie miłości podstawowej, to jest miłości do Boga, przywrócenie

tego już powyżej zauważonego synowskiego lub dziecięcego

stosunku stworzonego do Stwórcy w drugim stadium miłości.

3 O ile sztuki piękne, tak jak prawdziwa kultura natury wynika tylko

z miłości do tej ostatniej, a miłość ta tylko z pojednania, nie ulega

wątpliwości, że ten religijny lub z Bogiem pojednany umysł jest pierwszym

wymogiem prawdziwej sztuki.

4 W istocie jest osobliwe, jak nasi współcześni filozofowie mogli wpaść

na pomysł, że religie czynią się zbędne dzięki moralności (tak zwany

imperatyw moralny), i chcieliby znaleźć zbawienie człowieka lub Zbawiciela

nie w celowniku (dativ), lecz wyłącznie w owym rozkaźniku

(imperativ) sumienia. Jak gdyby ten imperatyw, jako wymóg wierne-

39

go, nie pojawił się równocześnie z niewypłacalnością dłużnika dowodz

ąc, lecz tej nie mając, tak jak w organizmie przymus lub bieda pojawia

się właśnie tylko wraz z impotencją.

5 Byłoby to pożytecznym przedsięwzięciem, z tego tutaj postawionego

stanowiska rozważyć historycznie owe chybione surogaty tego pośrednictwa,

w którym - biorąc zażyłość od tej jedynie naprawdę pośrednicz

ącej zasady, religii - powziął ucieczkę, i jak przy tym regenci

coraz dalej oddalają się od sztuki, rządząc con amore, tak jak rzą-

dzeni, służąc con amore. Tutaj pojawia się zresztą potrzeba pewnej

rzeczy, tak jak ta zaginęła, tak jak np. egoizm pojawia się wraz z utratą

prawdziwej jaźni, stąd pojmuje się to żywe staranie do ukonstytuowania

się, jakie równocześnie pojawiło się w państwach wraz z upadłości

ą ich naprawdę konstytutywnej zasady. - Jeśli już więc nasi konstytuuj

ący artyści państwowi (constitution mongers) wypraszają sobie

to żądanie, jak gdyby oddawali się oni jakiejś innej spekulacji niż

owa wedle ceduły giełdowej, tak można przecież rozgrzeszyć ich od

podejrzenia, że hołdują oni fichtianizmowi, gdyż ich konstytuowanie

państwa jest fichtiańskim samosiebiezakładaniem.

6 Ten sposób, by regresywnie od współczesności konstruować niejako

przeszłość (historię), jest za bardzo zaniedbywany we współczesnej

epoce, dlatego też niezrozumienie wzajemnej zbędności historii i spekulacji

jest tak powszechne. Spekulacja przenika przez pozorną teraźniejszość

do prawdziwej, a tam w tej prawdziwej teraźniejszości spoczywa

ruch czasu zarówno do tyłu, jak i do przodu, spoczywa tedy

i zakłada też w niej historię. Widzący (prorok) dlatego tylko spogląda

równocześnie w przyszłość, jak i w przeszłość, ponieważ dla niego

jest otwarty widok na teraźniejszość, i ponieważ wszystko minione

(wydarzone) jest jeszcze w tej teraźniejszości, jak jest już w niej cała

przyszłość. Stąd Bóg u Mojżesza nazywa siebie Będącym (teraźniejszym)

a w Apokalipsie Tym, który był, jest i będzie, mianowicie Tym,

który przyszedł, jest i przyjdzie, jest Tym samym, który jest obecny.

Kiedy mi mówisz, że przed tysiąc osiemset laty Chrystus przyszedł na

świat, tedy służy mi to mówienie do tego, że Go w tym świecie (we

mnie jak i poza mną) szukam i znajduję. Szukałbym i znalazłbym go

bez tego mówienia, ale to mówienie do niczego by mi się nie przyda-

ło, gdybym Go nie szukał i nie znajdywał. Paweł argumentuje w podobny

sposób, kiedy przeciwko zaprzeczającym zmartwychwstaniu

Chrystusa mówi: Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, tedy nie bylibyście

jeszcze wolni od grzechów. Skoro jednak znajdujecie się i jesteście

wolni od grzechów, przeto okazuje wam ta wasza wolność od

grzechów obecność żywego Wyzwoliciela i waszą z Nim wspólnotę.

7 Najgłębsze poniżenie kobiety w Ewie wystarczająco zostało przezwyciężone

przez jej uświetnienie i uszlachetnienie w Maryi (ave).

8 Każda nie współpodzielona radość staje się męką dla zakochanego,

tak jak każda współpodzielona męka w pocieszeniu i wprost rozwią-

zuje się w żądzy, ale co także dotyczy pochodzenia miłości człowieka

do Boga, wyznaje się modlitwą, gdyż radość człowieka dopełnia się w

modlitwie dziękczynnej nią samą, tak jak jego ból zanika w modlitwie

błagalnej.

Czterdzieści zdań z erotyki religijnej

Wielce Szanowna Panno!

Podczas gdy Pani w środku starożytnego Rzymu poświęca sztuce

swój umysł, ducha, oko i rękę, być może nie będzie Pani nieprzyjemnie,

kiedy poprzez surowe Alpy usłyszy Pani głos przyjaznego

wspomnienia owego świętego, miłosnego związku trzech

Gracji naszego lepszego i wieczystego życia: Religii, spekulacji

i estetyki, zatem także i sztuki plastycznej, skoro teolodzy,

filozofofie i estetycy w naszych czasach niewiele też jeszcze lub

już nie pokładają wiary w ten związek.

Schwabing pod Monachium,

27 sierpnia 1831 r.

Od

z szacunkiem oddanego

Pani autora tego

małego, wielkie przedmioty

wzniecającego pisma.

41

42

1.

Człowiek, mówi St. Martin, chciał być człowiekiem bez Boga,

ale Bóg nie chciał być Bogiem bez człowieka. Aby stworzyć naturę

i człowieka, Bóg musiał tylko swobodnie rozwinąć swoją moc

i wspaniałość i niejako pofolgować sobie, ale żeby zbawić upadłego

człowieka, musiał niejako zadać sobie gwałt. Musiał mianowicie

wyzbyć się swej wspaniałości, byśmy mogli uchwycić go i wytrzymać

jego pomoc w naszej słabości i zepsuciu. Tylko miłość

rozumie i tylko ona jest w stanie podołać tej ofierze.

Kiedy stworzenie nie pojmuje, a przeto podziwia to, co znajduje

się ponad nim, wtedy jeszcze mniej rozumie, w jaki sposób to

istniejące ponad nim zniża się zarazem do niego i poniżej niego.

Aliści nasza filozofia nie uchwyciła jeszcze wyraźnie tej łaskawości,

aczkolwiek ta sama jest już wypowiadana w tym słowie:

substancja jako określone pod-trzymywanie, jako podłoże albo

założenie. Każdy wytwórca mianowicie znosi się ze swym wytworem,

czyli jedna się z nim bez zawstydzenia, tylko poprzez to,

że jako matka właśnie tak głęboko usadawia się poniżej samej

siebie, natomiast jako ojciec trzyma się powyżej samego siebie.

Jeśli stworzenie podnosi się do Boga, ten podnosi się w stworzeniu

i odwrotnie. Ale jeśli choćby raz ten normalny wzajemny proces

podnoszenia zostanie zakłócony, i znajduje się stworzenie, które

chciałoby podnieść się przeciw ojcu, natychmiast podnoszone

lub poniżone przez matkę, wtedy z łatwością zrozumie się, iż odnowa

tej nieprawidłowości nie może wyjść od ojca, lecz tylko od

matki, mianowicie wskutek głębszej emanacji macierzyńskości

Większość ludzi przypuszcza, że postępuje wyłącznie wedle

swego upodobania, odbierając swój podziw naprawdę godnemu

podziwu, swą miłość godnemu miłości, swą wiarę godnemu

wiary, przeto także swą służbę swemu prawowitemu

chlebodawcy. Ale ludzie ci przekonują się prawie zawsze

zbyt późno, że na skutek tego przypadają w udziale nędzy,

podziwiając niegodnego podziwu, kochając niegodnego mi-

łości, dając wiarę niewiarygodnemu, i muszą służyć temu,

który nie jest wart żadnej służby.

43

niż była ta pierwotna. Z czego da się pojąć funkcja kobiecości

w dobrym, jak i niedobrym sensie.

2.

Kupiec zapisuje sobie każde przyjęcie od swego handlowego

partnera na ma lub winien, tak jak ten wszystko, co daje temu, zapisuje

mu na ma lub na kredyt. W podobny sposób miłość prowadzi

swą księgę handlową. Mianowicie w ten sposób że kiedy ukochana

daje mi siebie, wówczas stałem się wobec niej zobowiązany, i kiedy

daję siebie ukochanej (wierząc jej), stała się wobec mnie zobowi

ązana. Ale też Bóg nie może mi siebie dać, jeśli mu nie daję

siebie, nie dopuszczam go, nie zdaję się na niego albo mu nie wierzę.

Lecz on nie może się też ode mnie uchylić, jeśli, wierząc mu,

daję mu siebie, gdyż przez to stał się niejako wobec mnie zobowią-

zany.

3.

Posiadając ukochaną, panuję nad nią i jestem jej panem. Posiadaj

ąc mnie, panuje ona nade mną i jest moją panią. Temu, kogo

kocham, mogę sprawić radość, wtedy pozbywam się przez to pewnej

potrzeby, cierpienia, i mogę ująć mu boleści, dlatego dzięki temu

przyjmuję radość. W jednym i drugim przypadku jestem winny ukochanemu

tyle wdzięczności co on mnie, i pod tym względem można

rzec, że miłość zapisuje wszystko podwójnie.

4.

Dlatego można by też powiedzieć, że kochanek już za to jest

wdzięczny swej ukochanej, że pozwala mu się kochać. Patrząc jednak

dokładniej okazuje się, że mogę kochać tylko ową osobę i dać

się kochać tylko owej osobie, która kocha mnie z wzajemnością.

W tym sensie uskarża się Bóg w Piśmie tak często, iż tak niewielu

ludzi, a ci tak słabo chcą oddawać się jego miłości, i że dlatego,

jakkolwiek on sam jest miłością, tak niewielu ludzi, a tych w tak

nikłym stopniu może efektywnie pokochać z ich winy, chociaż

chciałby z taką ochotą.

44

5.

Z tego wynika, że właściwie nic nie jest godne miłości oprócz

samej miłości; ponieważ w strefie ducha i umysłu godność, wrażliwość

i zasługa są czymś jednym.

6.

Nic nie może być bardziej błędnego, nawet naiwniejszego niż

ta łaskawa pokora miłości z pozbawioną wolności nikczemności

ą, tak jakby pomieszać jej wzniosłość z dumą. Ale w istocie

pokora i wzniosłość tworzą w swej jedności jakby androgynię mi-

łości, i tak jak ta gaśnie jako taka i jako moc (pouvoir), pojawia się

zróżnicowanie płciowe jako przemoc (violence) i słabość, jako pycha

lub żądza tyranii i jako żądza zniewolenia, jako wzajemne spętanie

w dzikim małżeństwie.

7.

Tylko miłość czyni naprawdę coś wolnomyślnego (liberal), bowiem

tylko kochający nie rozdziela prawa (panowania) od obowi

ązku (służenia), posiadania od bycia posiadanym lub dania siebie

w posiadanie.

8.

Kochający Boga, jak i nienawidzący Boga bez ustanku dają świadectwo

o Bogu. Mianowicie jak dobry w szczęściu chwali Boga

i dziękuje mu, błaga zaś go w nieszczęściu, tak zły przeklina Boga

w boleści i nieszczęściu, i opiera mu się w szczęściu.

9.

Jakkolwiek cała chrześcijańska religia polega na poznaniu i przeświadczeniu:

"że Bóg jest miłością”, tedy jednak wielu teologów

i moralistów wypowiada się w ten sposób o naszym obowiązku

względem Boga i ludzi, jakby w gruncie rzeczy obowiązek i mi-

łość nie były tym samym. Mianowicie skoro w Piśmie jest powiedziane:

że wszystkie przykazania zawarte są w tym jednym: miłości

Boga i człowieka, stąd przecież miłość sama jest przykazywa-

45

na jako obowiązek. Ale miłość ta nie mogłaby oczywiście być

nakazywana lub stanowić obowiązku, gdyby była ona tylko apetytem

lub namiętnością, a to przykazanie miłości mówi tylko to,

że każdy człowiek powinien w swej mocy otworzyć się dla oferuj

ącego mu się swobodnie i upraszającemu się afektowi albo się

przed nim zamknąć. Identyczność obowiązku i miłości ukazuje

się już zresztą dzięki temu, że oboje wypowiadają pewne powią-

zanie. Słowo obowiązek bowiem pochodzi od bycia splecionym

albo bycia przywiązanym, a różnica między obojgiem jest tylko

taka, że obowiązek (prawo) przymusza (presse) tylko jako przemieszkuj

ąca siła do powiązania, podczas gdy miłość przyciąga

(attire) jako spełniająca i zamieszkująca, dlatego miłość wyzwala

od nacisku prawa, tak jak wejście powietrza w wolne od powietrza

ciało uwalnia je od nacisku powietrza. Powiązanie, jakie

w obowiązku było jeszcze tylko jednostronne a przeto bezwolne,

w miłości staje się wzajemne i dlatego wolne. W tym sensie mówi

się w Piśmie, że miłość jest spełnieniem prawa; i w tym samym

sensie znaczy to słowo lub to po ludzku upersonifikowane wymaganie

Boga do powtórnej integracji człowieka z tym karmiącym

lub dopełniającym.

Owo dawne zdanie: Pater in filio, filius in matre, wyraża tę podwójn

ą relację owego wytworu do swego wytwórcy, w ten sposób

że to jako ojciec jest delikatniejsze niż to spłodzone i dla tego niepojęte,

uchwytne natomiast jako matka, to samo wypełniające i karmi

ące lub dające pokarm, i zasadza się w tym, że jako ojciec przed

samym sobą jako Niebo, jako matka zaś pod samym sobą jako Ziemia.

10.

Trud obowiązku albo prawa wypowiada więc pustkę lub niedostatek

zamieszkiwania, bowiem ciężkie jest to, co nie ma w sobie

swego dźwigającego centrum, i którego mocy doznaje tylko jako

przemieszkujące. Dlatego pustka miłości i ciężar serca są synonimicznie,

ponieważ niczym ciemność jako brzemię oczu jest brakiem

światła.

46

Dawni Niemcy nazywali to bycie-na-obcym także byciem-w-

nędzy. W nędzy jednak jest ten: kto opuszcza swoją matkę, i znajduje

się przy obcej lub macosze, niczym w jakimś regionie albo

medium, z jakim nie jest równoważny. Ponieważ to spłodzone

w tym samym stosunku jest podwyższane lub poniżane przez swą

naturalnę matkę, w nim poniża się lub podwyższa wobec swego

ojca. Z tego więc staje się też zrozumiałe owo zdanie: quíil níy

a pas un etre qui ne soit charge díengendrer son Pere (Esprit des

Choses I. 267), mianowicie przez pomoc matki; bowiem rodzicielka

daje się w tym samym stosunku dziecku lub pragnie tego, jak

dziecko daje się ojcu i tego chce. Czyli używając tutaj tego słowa

podwyższenie w Heglowskim sensie, można by rzec, że w tym samym

stosunku, w jakim syn podnosi się w ojcu, w normalnych warunkach

matka podnosi się w synu, podczas gdy w odbiegającym

od normy uchyla się mu jako macocha.

11.

Nic nie jest prostsze niż uwierzyć w pewną efektywną lub udaną

miłość własną (philautie), ponieważ samego można kochać jednak

w tak nikłym stopniu jak obejmować samego siebie. Ten pragnący

kochać samego siebie i samego siebie podziwiać stara się właściwie

tylko świadectwami innych obalić swe zwątpienie we własną

godność miłości i godność podziwu, lecz to mu się nigdy nie udaje,

a przy tym wewnętrznie wychodzi jednak zawsze pusty. Miłość

własna, jak i podziwianie siebie ukazuje więc zawsze tylko tę zawinion

ą przez siebie pustkę, i jak tantalowy wysiłek jest karą za

odrzucony podziw i miłość tego naprawdę godnego podziwu i mi-

łości.

12.

Każdy człowiek, najznakomitszy, jak i najbardziej pospolity, ma

potrzebę, by podziwiać, szanować, być szanowanym, kochać i być

kochanym. Tego, który nas nie szanuje lub uważa za zero, możemy,

jeśli uznamy go też za coś wyższego, obawiać się tylko i bać, owego

zaś, który nie jest nam przychylny, możemy nie kochać. Dlatego

47

tylko swobodna skłonność jest miłością, tylko kto ma samego siebie,

może dać samego siebie; i tylko tego przyjmuje się, którego

bierze się wyzbytego siebie i swego, i nie dziękuje mu się za to.

13.

Dawca nie jest darem, a ten nie jest owym, a jednak dawca daje

w darze samego siebie, o ile kocha, a przyjmujący przyjmuje dawcę

w darze, o ile go kocha. Jeśli w moim darze nie daję ci mnie

samego (mego serca), tedy nie kocham cię, a jeśli ty nie przyjmujesz

w nim mnie samego, stąd nie kochasz mnie.

14.

Naprawdę nieszczęśliwym lub nieszczęsnym może być nazwany

tylko ów, kto nie potrafi uchwycić w tym żadnej skłonności, kogo

musi poważać, właściwie obawiać się, i który jest do niego przywi

ązany dzięki skłonności, tym musi pogardzać.

15.

Słusznie powiada się, że tylko dobrodziejstwem można przycią-

gnąć i związać sobie serce. Ale ta efektywna życzliwość sama jest

już dobrodziejstwem, a to w zasadzie lub ogólnym dobrodziejstwem,

zatem największym, jakie samolubna lub wolna istota może wyświadczyć

jakiejś drugiej, i bez którego wszystkie inne dobrodziejstwa

są niczym, i dlatego też nie są uznawane za takie lub nie powoduj

ą wdzięczności.

Skoro przychodzi dobrodziejstwo, jakie natura lub poeta (artysta)

okazuje piękną formą temu ujmującemu sensowi, jednakże tylko

z dobrodziejstwa i jako takie jest też uznawane. Jak przeto piękno

jako umiłowanie pochodzi od miłości, obrzydliwość od nienawiści,

a charis lub gracja jest tym samym z charitas (łaska lub skłonność).

Co zresztą dotyczy piękna form materialnych, to jest tutaj

powinowactwem piękna z oszczędzaniem tym słuszniej niż jednak

jest tylko oszczędzające miłosierdzie Boga, które naszemu oku uchyla

piękną zasłoną niczym pięknym pozorem niekształtność, nawet

obrzydliwość wznoszoną w sobie przez materię. Ten pozór (maja)

48

jednak nie jest w sobie ani prawdą ani kłamstwem, i tym ostatnim

staje się tylko dzięki intencji tegoż, który go ustanawia, tak jak tylko

na skutek winy tegoż staje się oszustwem, kto bierze go za coś

innego niż jest.

16.

Jeśli dlatego serce przywiązuje się do dobrodziejstw tegoż, który

przyjmuje dobrodziejstwo, tedy to przywiązanie powinno być wolne,

to jest wzajemne. Przyjmujący powinien być właśnie tak chętny

i uradowany, że daje się przywiązać, aniżeli przywiązuje się dawca.

Kto bez dumy może dać, ten może też przyjąć bez poniżenia, a kto

bierze z poniżeniem, ten mógłby dać tylko z dumą.

17.

Potrzeba widzenia się szanowanym i kochanym jest tak prawdziwa

i mocna, że nie tylko usprawiedliwia często słabość tegoż, który

w tym jest łatwowierny i daje się łudzić, lecz czasami nie złośliwym

oszustem lub oszustką.

18.

Jeśli słusznie kokieterię uważa się za przesadzoną lub oszustwo

zamierzającą zalotność jako coś niegodnego, tedy nie należy jednak

zapominać, że przyjaźń i miłość nie mogą istnieć, wtedy jak

przyjaciel lub kochający przestaje ukazywać się uprzejmym, a przeto

nie stara się już przypodobać. Właśnie tylko troskliwość, nawet skrupulatność

w tym dowodzi miłości, która właśnie dlatego czymś drobnym

zawsze daje wiele, ponieważ to bogactwo, jakie daje, zawsze

uważa za odrobinę i skąpstwo, lecz tę drobnostkę, jaką przyjmuje,

za coś ogromnego.

19.

W naszych racjonalnych czasach, w których pojawia się nawet

racjonalna hodowla rogacizny [głupców] i racjonalne sposoby płodzenia

tandety, także miłość jest racjonalizowana, jak i religia

w tym samym sensie, to znaczy oczyszczana z owej skrupulatności

49

uznanej za przesąd, ale w rzeczy samej przez to wylewa się dzieci

ątko z kąpielą.

20.

Kochać to tak bardzo służyć ukochanemu, że odwrotnie: służba

ta łatwo powoduje miłość. Kochać znaczy umilanie, cierpienie

i biedowanie dla ukochanego, i kto nic więcej dla niego nie mógłby

albo nie potrafiłby uczynić, wybiedować i przecierpieć, ten przestaje

kochać.

21.

Nie służba zniewala i poniża, lecz tylko owa służba, która wymazuje

szacunek i miłość; służba miłosna jest dlatego uwalniają-

ca i zaszczycająca lub podnosząca, i nie może być nic bardziej

głupiego od ludzi chcących się uwolnić przez bezsłużebność,

a zatem brak miłości, przez co uczyniłaby się tylko niesłychaną

hołotą.

22.

Jeśli narzekasz na to, że musisz służyć, tedy zastanów się, że

nikogo nie ma na świecie, kto nie służyłby, a to dość często nie

tylko swemu zwierzchnikowi, lecz swemu podwładnemu. Lecz na

służbie miłosnej lub na służbie z miłością nikt nie jest zbyt wielki

ani za mały, gdyż służy także Bóg, jak mówi Pismo, temu służącemu

mu dobrowolnie i szczerze. Także w najpospolitszej służbie

dobra wola lub miłość jest zresztą tym najlepszym, i głupcem jest

ten, kto przez brak miłości lub złośliwość uniemożliwia służącemu

służyć mu z dobrą wolą, to znaczy dobrze.

23.

Jeśli chcecie przeto, świeccy i duchowni władcy, żeby służyło

się wam ochoczo i dobrze, tedy postępujcie jednak tak, żeby można

was było kochać, i aby was móc kochać, postępujcie wszakże tak,

żeby można was było podziwiać. Bowiem tylko podziw powoduje

swobodne poddanie się, a kto chce daś siebie za autorytet, ten niech

50

okaże się godnym podziwu, to znaczy równocześnie łaskawie wynios

ły i kochający.

Naprawdę uprzejma lub dworna jest tylko miłość, podczas gdy

brak miłości zawsze jest grubiański, ona zaś może chcieć jeszcze

zachowywać się tak dwornie i uprzejmie.

25.

Jak każde ludzkie serce potrzebuje szacunku i miłości, tedy potrzebuje

przebaczenia. Ale tylko miłość przebacza, i dlatego ona

chętnie przebacza, ponieważ bogactwo i pełnię jej delikatności pomagaj

ą jej rozwinąć zwracające się do niej pokora i skrucha. Lecz

prawdziwa skrucha nie jest tą, że zraniła lub obraziła tego, kto może

nas za to ukarać, lecz należy do tego, kto nam przebacza lub przebaczyć

jest gotów.

26.

Bez współczucia nie ma współradości. Nie tylko w biedzie poznaje

się przyjaciela i ukochanego, lecz przyjaźń i miłość zakorzeniaj

ą się dopiero w przeciwnościach i biedzie. W szczęściu i pomyślności

ludzie dochodzą tylko do koleżeństwa (z kobietami jak

i mężczyznami), a kiedy roślina miłości kiełkuje też bez łez, wówczas

nie zakorzenia się przecież bez tej rosy.

Kto nie jadł swego chleba z łzami,

Kto nigdy nie siedział na swym łóżku

Płacząc przez bolesno-bezsenne noce,

Ten nie zna Was, niebiańskie moce.

27

Miłość wybacza skruszonemu, to znaczy temu szczerze ją wyznaj

ącemu. Każda roślina umiera, kiedy odsłania się jej korzenie

lub wystawia na światło, a wyznający czyni to w nim korzeniem

51

uchwyconego grzechu lub braku miłości, który też jako obojętność

jest już zapoczątkowaną nienawiścią. Skruszony wyznający zdradza

przeto, można by rzec, swoje zło na rzecz dobrego, gdy jako

grzesznik zdradzał swe dobro na rzecz złego; bo to nie jest grzechem,

co nie dotyka korzenia dobra i na tyle go nie ogołaca.

28.

Nie ten widzialny, uchwytny pokarm jest tym, który w istocie

nas karmi i żywi, lub jak znacząco mówi francuskie wyrażenie:

istoczy, lecz pewna niewidzialna, skryta siła, która jest w nim zas

łonięta lub incognito, i dzięki której, tak jak przyjmujemy w siebie

ten pokarm i realizujemy się, owe moce wstępują z nami w efektywn

ą wspólnotę, a to w pewną communio vitae, gdyż te moce

w tym celu wytworzyły te pokarmy. Kiedy słońce na niebie swym

światłem i ciepłem karmi rośliny, błogosławi i pozostaje z nimi we

wspólnocie - bo czego słońce nie pobłogosławiło lub nie uświetni

ło, to nie ma pomyślności - tedy mówi ono niejako do nich:

"Bierzcie i jedźcie, tym jestem”. - Ono jednak nie rozdziera się na

niezliczone hostie, i takie samo pozostaje na niebie.

Innej osoby jako takiej jako osoba nie mogę oczywiście bezpośrednio

posiadać lub używać, jeśli nie zniży mi się ona do nieosobowego

dobra i rzeczy. Stąd materia od mater; i w tym sensie każde

siebie-danie kochającemu jest siebie-ofiarowaniem ukochanemu.

Bez względu na to stałe jedno na drugie tłumaczenie się i znowu

odbieranie samolubno-osobistego w bezosobistą naturę oczywiście

w innym sensie niż mówią o tym filozofowie natury, bez tego wglą-

du w ten usamodzielniający się i odsamodzielniający się proces nie

zrozumie się niczego z obojga. - Z tego pojmuje się bowiem także

tę pierwotnie androgyniczną naturę ducha, albo że ów duch jako

taki ma w sobie swą naturę (terre), a nie poza sobą: jak bowiem

prawdziwa miłość urzeczywistnia się tylko wraz z tym, że oboje

zakochanych wprawia wzajemnie w działanie swą usamodzielniaj

ącą się i odsamodzielniającą się możliwość, której obecność w obojgu

jest przeto wymagana. Niezrozumienie tej pierwotnie androgynicznej

natury człowieka jest zresztą tak wielkie, że nawet poja-

52

wienie się Ewy z Adama jako drugiego człowieka pomieszało się

z odbywającym się przy tym rozpołowieniem potencji płciowych

na oboje, jednak na skutek tego androgyn przedstawiał się absolutnie

impotentny do rozmnażania. W normalnych związkach płciowych

(dzięki miłości) mężczyzna pomaga kobiecie podziwiać, ta

zaś mężczyźnie kochać, czyli mężczyzna pomaga kobiecie w sobie

do męskości, ta zaś mężczyźnie w sobie do kobiecości. Podczas

gdy w nienormalnych (pozbawionych miłości) związkach płciowych

kobieta pomaga mężczyźnie do węża, mężczyzna zaś kobiecie do

lucyferycznego ducha pychy.

29.

Właściwie serce nie odżywia lub nie istoczy niczego innego jak

tylko serce, i przy wszystkich innych pokarmach lub spożywaniu

serce wychodzi puste. Tak jak człowiek żyje i je tylko z człowieka,

tak człowiek może być także drugiemu trucizną i śmiercią. Stąd

można nazwać ludźmi głupimy, skoro są tak staranni i skrupulatni

w wyborze pokarmów dla swego żołądka, a tak nierozważni i obojętni

w owym pokarmie dla swego serca.

30.

Gdyby nie było serca centralnego (coer-centre), a ludzie wspólnie

nie mogliby się istoczyć i odnawiać z i w tym sercu, tedy nie

mogliby także wzajemnie istoczyć się jeden od drugiego, i człowiek,

jak to się przeto odbywa na ogół, musiałby odtrącać od siebie

tego drugiego.

31.

Nie wstawiaj swego serca w rzeczy lub osoby, które są bez serca,

jeszcze mniej w złe serca. Wszystkie jadowite, złaknione krwi insekty

i robaki są bezkrwiste lub mają zimną krew, i tacy zimnokrwiści

ludzie są wampirami serca i jadowitymi sercami lub serca

mordercami.

Od czasu gdy duch negatywny stał się doktrynerski i posiada ludzi

w ich inteligencji, powstało mnóstwo zimnokrwistych w sercu,

53

oschłych i jadowitych, umysł szklących lub psujących, filozoficznych,

religijnych i moralnych systemów, których większość jest

gorsza niż ich fabrykanci, bowiem są oni bardziej obsessi niż posessi.

32.

Nie może to być czystą lekkomyślnością lub przypadkiem czy

nawet zbrodnią, co łączy ludzi, ale z tego nie wynika, że także

ich wspólne przebywanie jest przypadkiem lub zbrodnią, ponieważ

w mocy człowieka leży sprawianie ze złej sposobności czegoś

lepszego. Tak np. bieda lub niskie potrzeby gromadzą ludzi,

lecz zaistniałe powiązanie pozostaje, podczas gdy nędza przemija.

Tak każda naturalna miłość dana jest nam jako coś bezpośredniego,

ale zarazem powierzonego, aby przez zapośredniczaj

ące działanie własne uzyskać z niej coś lepszego. Ale wielu ludzi

okazuje się w tym nie mniej nierozumnymi niż orangutany,

które wyganiają Indian od sporządzonego przez nich ogniska

i same grzeją się wokół niego, ale które nie mają dość rozumu

do utrzymania tego ognia przez dokładanie. Dlatego jakże często

widzimy naturalną miłość płciową, miłość do dziecka, mi-

łość do rodziców, miłość do rodzeństwa, miłość do ojczyzny lub

plemienia etc., jak z podobnej przyczyny wygasa dość szybko

i przemija.

33.

Narzekasz na przemijanie a przeto całą próżność tego kochania,

podczas gdy to przemijalne mogłeś i powinieneś uczynić nieprzemijalnym,

uwalniając je od czasu, miast odwrotnie: niejako karmić

nim czas.

34.

Każda nowa i bez naszego współdziałania lub zasługi zaistniała

dla nas miłość (nie wyłączając religijnej) jest jak nowo narodzone

dziecko, delikatna, ale i słabowita i potrzebująca starannej opieki.

Mianowicie nowo narodzone dziecko jest najpierw tylko bezpo-

54

średnim owocem i obrazem substancji rodziców, ale powinno stać

się faktycznie istotnym obrazem ich ducha i serca.

35.

Długotrwałe i nieśmiertelne jest to, co do cna wymazało w sobie

przemijalność i śmiertelność. Dlatego w miłości jest wierny

i stały tylko ten, kto wymazał w sobie niewierność i odstąpienie

przynajmniej jako założenie i możliwość (jako posse mori, jak

powiada Augustyn), choć nie doszło do faktycznego zerwania wierności.

Ci, którzy utrzymują o konieczności tego rzeczywistego odpadnięcia,

mówią nam, że dziewczyna inaczej nie mogłaby zostać wydan

ą za mąż, jak przez jej przypadkowe spotkanie, albo że tylko

przez odwołanie jakiegoś kłamstwa dochodzi się do poznania prawdy.

36.

Jak Bóg stworzył człowieka bez winy lub niewinnego i tak jak

naturę bez zepsucia, lecz nie niezdolnego do winy i zepsucia, i jak

Bóg chciał, żeby człowiek własnym czynem, współdziałaniem

i zasługą (za pośrednictwem potwierdzającej pokusy) miał wymazać

w sobie tę zdolność do winy i zepsucia, stąd to samo dotyczy

każdej innej miłości, bowiem każda miłość musi ze względu na

swój pierwszy, bezpośredni, naturalny lub niewinny stan przejść

przez pokusę do swego wypróbowanego stanu i istnienia.

37.

Jak dalej odpadnięcie lub zerwanie wierności człowieka z i przeciwko

Bogu nie było konieczne, i jak człowiek także bez nich mógł

przejść pokusy i zdać ten egzamin; a skoro ta pokusa była konieczna,

gdyż bez swego przejścia przez nią nie mógłby osiągnąć skutecznego

lub prawdziwego i trwałego swego powiązania z Bogiem,

tedy to samo dotyczy na swój sposób każdej miłości, a to miłości

do człowieka jak i miłości do natury, jako zasada kultury tak i sztuk

plastycznych.

55

Tak jak miłość Boga zniża się do człowieka, podnosząc go do

siebie, jako miłość ludzka rozpościera się ona horyzontalnie, a jako

miłość do natury schodzi ona do niższego, podnosząc je do siebie.

Lecz z tą prawdziwą miłością lub skłonnością do natury prawdziwy

stosunek posłuszeństwa tej samej miał być postawiony wobec

człowieka, stąd stworzenie inteligentne także tutaj musiało wyjść

z tej podwójnej pokusy, albo despotycznie w zapomniany dla Boga

sposób nadużyć natury lub niewolniczo (to również zapomniane

dla Boga) jej się podporządkować. Tam mianowicie zapomina ona,

że Bóg jest absolutnym panem natury; tu, że ten Bóg jest jej jedynym

bezpośrednim panem. W tę pierwszą pokusę wpadł Lucyfer,

w tę drugą zaś człowiek.

38.

Ale jeśli to odpadnięcie lub zerwanie wierności rzeczywiście

pojawiło się w miłości, tedy nie wszystko jednak przez to zostało

utracone, gdyż mianowicie powtórna zgodność nie została już wymazana

albo w samym odpadnięciu lub po nim samym. Ta zgodność

jednak naprawia nie tylko ponownie to, co zostało zepsute,

ona nie tylko znowu wiąże, co rozdzieliło się albo od siebie odwróci

ło, lecz, jeśli człowiek swobodnie przyjmuje w sobie ból pojednania

(który tutaj jest równocześnie bólem śmierci i narodzin), to

zepsute czyni ona czymś lepszym i mocniej wiąże to rozdzielone,

jak bowiem pojednani przyjaciele i zakochani znajdują się związani

ze sobą głębiej, serdeczniej i nierozerwalniej niż przed swym

odpadnięciem.

Słowo syn (filius), słońce (sol), tak jak synowienie, grzech [s¸hne]

mają ten sam korzeń. Chrystus, mówi Mistrz Eckhart, umarł na krzyżu,

"by uczynić pokój i słońce między Bogiem a nami”. Wedle owej

uwagi poczynionej w tym tekście trzeba zresztą rozróżnić między

pewnym nie do pojednania a pewnym (w czasie) ponownym do

pojednania odpadnięciem lub zerwaniem wierności a niedotrzymaniem

słowa. Mianowicie zbrodnię nie do pojednania można pojąć

jako coś odbywającego się w centralnym kierunku, zatem jako totaln

ą lub bezpośrednią opozycję, podczas gdy ta nie totalna, zacho-

dząca natychmiast w błędnym kierunku w krążący, do powtórnego

odwrócenia sprzęgniętego czasu, z czego wynika identyczność pojęcia

czasu i odnowy. Mianowicie przy dobrym używaniu czasu

jeszcze nie bezpośredni kierunek do centrum dodaje się do bezpośredniego:

podczas gdy niewłaściwa niesforność wyczerpuje się

zupełnie, tak odwrotnie wyczerpuje się zupełnie przy niedobrym

używaniu czasu niewłaściwy kierunek do dobrego, a opór wobec

centrum staje się totalny lub bezpośredni.

39.

Upadek dumnego Lucyfera nie poszedł Bogu do serca, ale zapewne

upadek słabego, zmysłowością uwiedzionego człowieka. Ale

w ten sposób ten upadek poszedł Bogu do serca, że natychmiast

z jego serca wystąpiła ratująca, wspomagająca miłość, i wraz z wcieleniem

zaczyna się (bo to zaczyna się w momencie upadku) dzieło

pojednania, to jest nierozerwalne ponowne zjednoczenie Boga

z człowiekiem, a przez niego ze światem. Takie dzieło jest postępuj

ącą historią świata w wielkim, jak i historią życia każdego poszczególnego

człowieka w małym. Miłość jest i była, jak mówi Jan,

u Boga, gdy stwarzał świat i człowieka, lecz gdy człowiek upadł,

wyszła ona z Boga i jako zbawiające słowo przyszła na świat.

Można rzec, że w momencie upadku człowieka serce Boga przejrza

ło się w nim, jednakże tutaj w tym zwyczajnym, przeciwstawnym

sensie, mianowicie dlatego że to nieuformowane znowu zosta

ło naprawione. Promień boskiej miłości albo Jezus (wedle interpretacji

Hebrajczyków) wszedł mianowicie w momencie upadku

natychmiast w Sofię jako istotna matryca wszystkich praobrazów,

i w praobrazie człowieka stał się człowiekiem duchowym, tak jak

dzięki temu zaczęło się naturalne wcielenie w czasie. Na tym polega

potrójne imię Zbawiciela jako Jezusa, Chrystusa i Syna Maryi.

40.

Podobne misteria odbywają się w piersi każdego człowieka, który

nie przeszkadza w sobie dziełu pojednania, ponieważ ten proces

centralny powtarza lub odzwierciedla się w każdym fragmentarycz-

56

nie. Jak zakochany mianowicie nie zauważyłby w sobie, że, przebaczaj

ąc i godząc się, głębiej wchodzi w tym sercu i przez to

w myśli przywróconego postępowania ujmuje się w tym od niego

odpadłym w miejsce rozdartego i zniekształconego postępowania

tego samego, i, z tym na nowo stworzonym i uchwyconym, niejako

twórczo zaistniałym wymaganiu i imaginacji wchodząc w skruchę,

tego samego odnawia i głębiej się z nim wiąże. Taki zakochany,

powiadam, nie zauważyłby, że tylko ta przy tym jako ofiara płyną-

ca krew serca daje spoiwo do owego wewnętrznego i trwałego przymierza

przyjaźni i miłości (jako konsangwiniczność w głębszym

sensie), czego dotyczy to, co Mojżesz mówi kobiecie: Stałaś mi się

oblubienicą.

Dlatego każdemu człowiekowi, który w sobie szczerze i serdecznie

przeszedł proces pojednania, można by rzec: Nie jesteś daleko

od państwa Bożego!

Monachium, 16 lutego 1840 r.

Wrozdziale jedenastym Signatura rerum 1 może Pan, wielce szanowny

Przyjacielu, przeczytać szczegółowo, jak w Chrystusowej

śmierci na krzyżu miłość (Dziewica) przelała swą niebiańską krew

równocześnie z ziemską (Młodzieńca), i jak ona poddała się wściek

łości lub ognistej złości, i swej krwi (równej nasieniu) pozwala

istnieć we wściekłości niczym istocie albo wychodzić przed siebie,

taka istota stała się śmiercią dla śmierci, tak że tutaj więc zrealizowa

ło się owo pojawiające się już u Mojżesza pojęcie Oblubieńca

krwi. Mianowicie skoro miłość poświęca się wściekłości w pierwszych

trzech postaciach niczym swoim mordercom, ale przez to

również te wnikają w nią, dlatego przerażają one obie (taka trwoga

jest obopólnym śmiertelnym przerażeniem) jakby obcym przedmiotem,

jak one obie przyjęły w swym rozłączeniu. Mianowicie esencja

ognia (ustępując z Ojca) wzięła w siebie fałszywą tożsamość

jako jaźń (męskość), tak jak esencja miłości wzięła w siebie z owej

odmiennej pewną bezjaźniowość niczym bezsiłę albo się w nią przyodzia

ła; i można rzec, że w tym rozdzieleniu władza ognia wyrodzi

ła i nawzajem wobec siebie wyobcowała się w mężczyznę, zaś

miłość w kobietę; dlatego w tej śmiertelnej koniunkcji przebiega

też w obojgu i umiera tylko ta obca właściwość, a Dziewica razem

z Młodzieńcem zmartwychwstają jako Androgyn, gdy wybawia się

od owych wyobcowanych właściwości, stając się czymś Jednym w

Bogu. Przeto z czerwonego ognistego lwa (czerwonej części tynktury)

i białego baranka (biała część tynktury, jak mówią alchemicy,

lew koloru rodzynkowego i rycerz - Młodzieniec zmartwychwstał

z sercem Dziewicy2. - Lecz jeszcze jaśniejsze mogłoby stać się

dla Pana to misterium dzięki poniższemu przedstawieniu. - Skoro

w stworzeniu (w człowieku) ta esencja ognia odpowiadająca nie

LIST FRANZA VON BAADERA

do dravon Stransky auf Greifenfels

58

stworzonemu Ojcu i ta esencja miłości odpowiadająca nie stworzonemu

Synowi rozdzieliły, wyobcowały i wypaczyły się (nie do pogodzenia),

to serce nie stworzone wstąpiło w Człowieczeństwo,

a zatem nie inaczej Ojciec mógł znowu wejść w swoje serce i zwią-

zać się z nim, jak przez to, że sam ponownie wstąpił w Człowieczeństwo

(ludzie bowiem należeli do Ojca, ale nie odpadli od Ojca,

i ten dał im Syna, żeby Ojciec, odnajdując się w Synu, znalazł

w Nim znowu także i ludzi a siebie w ludziach). To serce oddzielone

od Ojca, włączone znowu w Człowieczeństwo łaknie Ojca tak,

jak wpierw to serce pragnęło Człowieczeństwa. Skoro więc rozdzielili

się (stworzeni) Ojciec i Syn, musiał także niejako nie stworzony

Syn rozłączyć się od swego Ojca, żeby (ponieważ ci ostatni

są przecież nie do rozdzielenia) Syn znowu pociągnął Ojca w stworzenie,

a Syn nie mógł zatem w najmniejszym stopniu znowu oddzielić

się od Człowieczeństwa, jak od Ojca, tak że Ojciec wstępuj

ąc w ognistą esencję stworzenia, Syn zaś w jego esencję miłości,

oboje wtedy znowu mogą uczestniczyć w unii nie stworzonego Ojca

i Syna.

Hic Rhodus, hic salta! - Tutaj w Jednym jest boska i naturalna

wiedza, której na ślepo szukają nasze rozpustne dzieci Baala i księża.

1 Chodzi o dzieło Jacoba Boehmego o tym samym tytule.

2 Już krew i nerwy wskazują na tę podwójną tynkturę.

S p i s t r e ś c i

Wstęp........................................................................................ 5

Uwagi o drugim rozdziale Genezis, szczególnie w odniesieniu

do pojawienia się stosunków płciowych na skutek upadku

człowieka............................................................................... 11

Zdania z filozofii erotycznej ..................................................... 27

Czterdzieści zdań z erotyki religijnej ........................................ 41

List Franza von Baadera

KONTAKT
jakub@boehme.pl